Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

38. WST: „1946”

04.06.2018

Ważne przedstawienie. Szlachetne w intencjach, przemyślane, silnie związane z teatrem kieleckim i Kielcami. Choć nie jest to teatr faktu, to jednak fragmenty spektaklu noszą taki charakter(gr. charakter = wizerunek), postać literacka o wyraźnie i… – zwłaszcza relacja ze szpitala, w którym ratowano ofiary, a częściej identyfikowano ciała pomordowanych Żydów.

Mocno się ten spektakl zaczyna, choć na pozór bardzo zwyczajne – od topografii miejsca, domu przy ul. Planty 7/9, gdzie dokonywano szaleńczych zbrodni. Domu, w którym ocaleni z wojny i okupacji Żydzi szykowali się od wyjazdu do Palestyny. Domu, w którym udzielano pomocy bezdomnym. Domu, w którym szukano porwanego rzekomo dziecka w nieistniejącej piwnicy. Bo ten dom nie miał podpiwniczenia. Rzeczowe informacje przewodnika, sytuacja typowa dla wycieczki, która odwiedza miejsce historyczne. Bez patosu, a jednak z coraz silniej ściśniętym gardłem.

Pewnie nie wszystkie elementy tego kolażu pamięci idealnie do siebie pasują, nie wszystkie znalazły formę, która przebija się do widza. Cytowane fragmenty sztuki jednej z zamordowanych młodych dziewcząt żydowskich, które czyta-gra para aktorów wypadają sztucznie i blado. Ale czytane z offu kazanie księdza Skargi przez Krzysztofa Kowalewskiego wybrzmiewa mocno. Kadzidlana bzdura o rzekomym polowaniu Żydów na chrześcijańskie dzieci domaga się potępienia i za to autorom chwała. Zwłaszcza że Kowalewski miał tytuł do udziału w tym spektaklu, jego Matka grała w teatrze kieleckim, wyjechała w dzień po pogromie w obawie o bezpieczeństwo syna. Po latach Kowalewska wróciła w ten sposób na deski swojego teatru.

Silnie wybrzmiał finał – nieprzeczytany na głos, bo wsunięty pod fotele widzów wiersz Juliana Kornhausera poświęcony pamięci zamordowanego doktora Kahane. Chwila skupienia: „Okrutność śmierci poznali. Szkarady posłuchali,/ krwią splamili przyjacioły, na bruk ich wyrzucili” – czytamy słowa Poety.

Teatr kielecki uczynił ważny krok w stronę prawdy. Pewnie nie ostatni, bo groźba szaleństwa nienawiści, wzniecanej z najniższych pobudek, podsycanej antysemityzmem, rasizmem, ksenofobią, nienawiścią do Innego wciąż wisi nad nami, jeśli nie uporamy się z upiorami przeszłości. Dlatego myślę o tym spektaklu z najwyższym szacunkiem i nie do końca potrafię o nim pisać jak o przedstawieniu, które recenzent ocenia i poleca lub nie.

Tomasz Miłkowski pisze po prezentacji spektaklu w Warszawie, AICT

Logo Biuletynu Informacji Publicznej