Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

A nożyczki ciągle szaleją! Tym razem w Teatrze im. Żeromskiego w Kielcach

23.10.2018

Do repertuaru Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach trafiła sztuka „Szalone nożyczki”, która grana jest z niezmiennym powodzeniem na wielu polskich scenach.

Komedia fryzjerska, jak zwykło się mówić i pisać o „Szalonych nożyczkach” Paula Pörtnera, trafiła jakiś czas temu do Księgi Rekordów Guinnessa jako najdłużej grana sztuka teatralna w Stanach Zjednoczonych. Nieprzerwanie gości ona na amerykańskich scenach od 1963 roku. Do Polski trafiła w przekładzie Elżbiety Woźniak 19 lat temu, gdy wystawił ją Marcin Sławiński w Teatrze Powszechnym w Łodzi. Kilka miesięcy później powtórzył on tę inscenizację w warszawskim Teatrze Kwadrat (w obu teatrach można oglądać „Szalone nożyczki” po dziś dzień). Realizacji tej niezwykłej, bo interaktywnej, wymagającej aktywnego współuczestnictwa widowni, sztuki podjął się w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach znany aktor (a od wielu lat także reżyser) Jerzy Bończak.

Główny bohater sztuki, „mistrz grzebienia” Antoni Wzięty, wynajmuje lokal dla swojego salonu fryzjerskiego Szalone nożyczki od mistrzyni fortepianu Izabeli Richter, osoby tyleż wybitnej, co złośliwej. Ona sama zajmuje mieszkanie nad salonem Wziętego. Gdy pewnego razu zostaje ona zamordowana nożyczkami pochodzącymi z salonu, śledczy biorą pod lupę nie tylko jego właściciela, ale także wszystkich klientów. Zaś świadkami w sprawie są wszyscy widzowie będący na widowni w dniu spektaklu, a ich zeznania mają, rzec można, kluczowe znaczenie w rozwiązaniu sprawy zabójstwa i wskazaniu jego sprawcy. Nie zawsze jest to jedna i ta sama osoba (w pierwszym popremierowym przedstawieniu głosami publiczności zabójcą miał się okazać Edward Wurzel). Przez to sztuka ma kilka wariantów zakończenia, na które reżyser i aktorzy powinni być przygotowani. Pikanterii całej tej wspólnej gry artystów i publiczności dodaje fakt, że wszyscy operują nazwami miejsc i ulic znanych obu stronom z rzeczywistości (w Kielcach salon fryzjerski Wziętego, stworzony niezwykle udatnie i realistycznie przez Marka Chowańca, znajduje się przy ulicy Sienkiewicza 32, czyli dokładnie w budynku teatru; kostiumy opracowała Ewa Borowik, aktorka z którą Jerzy Bończak przez kilka lat występował na deskach stołecznego Kwadratu, a od dłuższego już czasu obydwoje stanowią tandem reżyser – twórca kostiumów).

To drugie wystawienie komedii Paula Pörtnera przez Jerzego Bończaka (pierwsze miało miejsce siedem lat temu w Teatrze Powszechnym w Radomiu), a piąta reżyseria w teatrze kieleckim. Bończak wystawił tu już wcześniej „Prywatną klinikę”, „Funny Money”, „Łóżko pełne cudzoziemców”, „Miłość i politykę”, a także zagrał gościnnie we „Wdowach” Mrożka w reżyserii ówczesnego dyrektora teatru, Piotra Szczerskiego. Można więc powiedzieć, że zespół „Żeromskiego” Jerzy Bończak zna doskonale i wie, czy konkretnego aktora stać na podjęcie się zadania polegającego na reagowaniu na zmieniający się pod wpływem sugestii widzów tok akcji. Dlatego też główną rolę, Antoniego Wziętego powierzył Dawidowi Żłobińskiemu, fryzjerkę Barbarę Markowską zagrała Beata Pszeniczna, Panią Dąbek grają wymiennie: Joanna Kasperek i Teresa Bielińska, a mąż tej ostatniej, Mirosław Bieliński (na zmianę z Jackiem Mąką) wciela się w rolę Edwarda Wurzela, handlarza antykami. Jest jeszcze Andrzej Plata, który jako komisarz Dominik Kowalewski prowadzi (wspólnie z mało rozgarniętym policjantem Michałem Tomasikiem granym przez Łukasza Pruchniewicza) śledztwo w sprawie zabójstwa pianistki.

Ci których widziałem 14 października 2018 roku (wyżej wymienieni bez Bielińskiej, Mąki i Cabaja) nie zawodzą nadziei pokładanych w nich przez reżysera, dają znakomity popis gry aktorskiej, błyskotliwości w reagowaniu na trudne czasami do przewidzenia pytania i uwagi ze strony publiczności, która bardzo szybko daje się wciągnąć do zabawy w detektywów i jest niezwykle aktywna. Nie ułatwia zadania Andrzejowi Placie, ale aktor radzi sobie znakomicie. Liderem tego zespołu jest Dawid Żłobiński, który swoimi działaniami potrafi nie tylko rozbawić do łez widzów, ale także „ugotować” scenicznych partnerów. Jeśli można mu coś zarzucić, to pewne nadmiernie karykaturalne przedstawienie postaci Toniego Wziętego. Dodać jeszcze warto, że aktorzy nie wychodzą ze swych ról także podczas antraktu, a na scenie są już, gdy widzowie zajmują miejsca na widowni. Tym większe chapeau bas dla kieleckich aktorów i podziękowania za dwie godziny przedniej zabawy, które dzięki świetnemu tempu mijają jak z bicza trzasł.

Krzysztof Krzak, kulturalnetoiowo.blogspot.com

Logo Biuletynu Informacji Publicznej