Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

BEM!

25.05.2018

Może to dziwnie zabrzmi, ale „Pożar w Burdelu” to dziś jedyny patriotyczny teatr w Polsce.

Widziałam w sobotę premierę „Bem! Musical o patriotach i regeneratach” Maciej Lubieńskiego i Michała Walczaka w teatrze Syrena. Jestem zachwycona, wzruszona, rozbawiona i zbudowana. Zacznijmy od tego, że PwB kojarzy się z anarchistycznym, punkowo-rebelianckim kabaretem, z chaosem, szaleństwem, naciąganiem gumy i strzelaniem z niej do bogu ducha winnych widzów. I jego twórcy chcąc nie chcąc się tak wielu osobom, włączając w to recenzentów, kojarzą. A niesłusznie, bo istnieli, i to całkiem nieźle istnieli, na długo przed Burdelem i pewnie Burdel przeżyją. „Bem” to nie kabaret, tu nie ma numerów i skeczy, to pełnometrażowy musical. Nie dość, że zabawny, lekki i bezpretensjonalny, to jeszcze edukacyjny, mądry i …patriotyczny. Tak, nie obawiam się użyć tego słowa – patriotyczny. Bo autoironiczny, autokrytyczny, surowo się z polskością obchodzący, nie pobłażający i nie odpuszczający jej głupstw, wad i słabości. A to wszystko z prawdziwego patriotycznego wkurwu na to, że się teraz szlaja ta Polska byle gdzie i z byle kim, pozwala się różnym śliskim typkom w zaszczanych bramach obłapiać, obmacywać i generalnie jej po prostu odbiło. I nie szanuje dziś takich bohaterów jak Bem, tylko wyciąga jakieś podejrzane indywidua z brudnych kątów, modli się do bałwanów, a w dodatku udaje dziewicę.

Walczak i Łubieński zrobili musical o człowieku, który nie działa na masową wyobraźnię polskich masturbantów quasipatriotycznych i w sumie nie ma się czemu dziwić – był bohaterem multikulti, bohaterem trzech narodów – polskiego, węgierskiego i tureckiego. Nie lubił go Mickiewicz – już za sam ten fakt z automatu mam sympatię do Bema. Nie lubił go, bo na rozsądnego i pragmatycznego Bema nie działał wątpliwy urok egzaltowanego wieszcza – tak przynajmniej sugerują autorzy przedstawienia. Inżynier, racjonalizator i innowator, sprytny strateg, przy tym jak trzeba odważny i waleczny. Z tego rozsądku i pragmatyzmu przyjął islam (w sumie się opłacało – teraz chilloutuje sobie z 72 hurysami w niebie), a wraz z islamem imię Murad Pasza. Jako generał armii tureckiej obronił Aleppo przed powstańcami beduińskimi, umarł na malarię azjatycką i został pochowany w Turcji. No co to za bohater? Apostata? W państwie kościelnym? No way.

Musical jest świetnie napisany, wyreżyserowany, zagrany i wyśpiewany, ma rytm, tempo, bigla po prostu. Muzykę jak zwykle robił Wiktor Stokowski – jest super. Wszyscy fantastycznie śpiewają. Wojan Trocki przeszedł wszelkie moje na jego temat oczekiwania – dotąd, w produkcjach kabaretowych, miałam wrażenie, że trochę bez pomysłu kręci się po scenie, teraz jest spójną, zbudowaną z krwi i kości postacią sceniczną. Ma urok młodego Drakuli pomieszanego z klaunem z „It”.

No generalnie, co się będę dalej rozpisywać – chcecie patriotycznie powzruszać bez poczucia obciachu – idźcie na Bema.

Ewa Wanat, materiał własny

Logo Biuletynu Informacji Publicznej