Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Bema pamięci…nierapsod

04.12.2018

Choć był generałem, wyjątkowym artylerzystą, zwycięzcą bitew pod Iganiami i Ostrołęką podczas
powstania listopadowego, a na dodatek wziętym inżynierem i budowniczym kopuły w Ossolineum,
w panteonie polskich bohaterów nie stoi w pierwszym szeregu. Dostał swoją 10-złotówkę i mauzoleum na sztucznej wyspie w Tarnowie, bo w zwykłej chrześcijańskiej ziemi, ze względu na wiarę, pochować go nie można było. Na podziw, zachwyt i pamięć może liczyć za to na Węgrzech, gdzie walczył i zwyciężał podczas Wiosny Ludów. Józef Zachariasz Bem trafił na listę ważnych i znanych Polaków, których z okazji 100-lecia odzyskania przez nasz kraj niepodległości, postanowił przypomnieć zespół Pożaru w Burdelu.

Okazja to nie byle jaka, więc by odpowiednią oprawę wydarzeniu nadać,kabaret wszedł w kooperatywę z Teatrem Syrena i Teatrem im. Stefana Żeromskiego. Wiosenną premierę obejrzeli
mieszkańcy Warszawy, kielczanie na to wydarzenie musieli czekać aż do jesieni. Musical „Bem! Powrót człowieka-armaty” w reżyserii Michała Walczaka otworzył kolejny sezon w naszym teatrze. I
trzeba to powiedzieć otwarcie. Zrobił to z solidnym przytupem.

Ten tytułowy „powrót” polskiego patrioty to część większego artystycznego programu: 100 ekshumacji na stulecie niepodległości, których ma dokonać Teatralny Instytut Pamięci Narodowej. Jak na Pożar w Burdelu przystało, to wyjątkowe święto zapowiada żywy symbol kabaretu, czyli Edmund Zgliszczak. Z jedną z najbardziej charakterystycznych postaci kabaretu, stworzoną przez Wojana Trockiego, zmierzyła się w Kielcach Anna Antoniewicz. Nie dość, że radę dała, to jeszcze pokazała swoje nowe, diaboliczne oblicze. Ale nie o Zgliszczaku tu mowa.

Powrotu Bema domaga się sama Polska – w wianku i stroju stylizowanym na ludowy, trochę przaśna, trochę rozpieszczona i zadufana w sobie, a przede wszystkim genialnie śpiewająca (to już zasługa aktorki, Magdaleny Placek-Boryń), zachwycona zwłaszcza faktem, że zakochany w
niej po uszy generał zdecydował się na patriotyczny celibat. Bem wraca, ale jak to przy ekshumacjach bywa (choć trzeba przyznać, że na tym polu zyskaliśmy w Polsce ostatnio sporą
praktykę) dochodzi do pomyłki… Zamiast niego pojawia się Abdul z Aleppo. To szybko udaje się naprawić, bo polscy dresiarze niezbyt gościnnie, ale za to z wielkim rozmachem (kija i pięści) wy- syłają go z powrotem do raju.

Ponowny proces wskrzeszenia sprowadza wreszcie długo wyczeki- wanego człowieka legendę, wybitną osobowość, nieustępliwego patriotę i genialnego stratega, wizjonera i ojca opatrznościowego Józefa Zachariasza Bema. Oj, to co współcześnie zastaje, nie do końca pasuje do jego wyobrażeń z czasów Wiosny Ludów. Barwny i niezwykle dynamiczny spektakl skrzy się humorem, a koleje losu Bema skupiają jak w soczewce wszystkie nasze współczesne wady, problemy i mocno zideologizowane opinie. No cóż, historia lubi się powtarzać. Jest problem uchodźców, których nie chcemy przyjmować, a przecież w czasach Bema byli nimi Polacy.
Zaskoczony pyta, czy dług, który zaciągnęło jego pokolenie się przedawnił, czy do współczesności raczej wzrosły odsetki. Jest zazdrość, zawiść, pomówienia i izolacja, z jakimi Bem spotkał się
na emigracji. Jest islam, religia, którą przyjął, by mieć szansę dalej walczyć o niepodległą Polskę. Jest nawet syryjskie Aleppo – dzielnie bronione przez Bema, a teraz doszczętnie zniszczone. Wreszcie bezgraniczne uwielbienie Węgrów, którzy pieszczotliwie nazywają go Ojczulkiem, a największe pióro tamtejszego romantyzmu Sandor Petöfi, w przerwie między bitwami pisze o nim
piękne strofy, by raniony podczas bitwy skonać na rękach swojego idola.

Czasami spektakl pachnie wręcz trochę Monty Pythonem. Polska wygląda jakby urwała się z
teledysku Donatana, a Józef Bem przypomina amerykańskiego posągowego superbohatera, który nie ulega licznym kobiecym wdziękom i pozostaje wierny swojej przysiędze i ojczyźnie (Mariusz Drężek przez cały spektakl nieustępliwie trzyma ten fason). Na dodatek tańczy z armatą, której kula ma zapalony lont, a zawiłości jego osobowości tłumaczy nam sam Zygmunt Freud. Dmowski wycho- dzi z szafy, Dracula z trumny, podobnie jak Mieszko i Dobrawa, a islamski raj przypomina solidny harem, w którym dla tych, którzy kochają trochę inaczej, także coś się znajdzie. Wrażenie robi fe- eria barw, wpadających w ucho dźwięków i tekstów, a przede wszystkim, naprawdę solidne i bez przerw utrzymywane, tempo. Mocne słowa padają ze sceny raz po raz i choć może niektórym rymom przydałoby się trochę wypolerowania (za tekst odpowiada historyk Maciej Łubieński), to celności odmówić im nie można.
Choć trochę wszystko uproszczone, jednostronne i z tezą, to formuła musicalu okraszonego kabaretem w zupełności twórców tłumaczy. Tu nie ma miejsca na głębokie analizy, dyskursy polityczne, sianie wątpliwości. Ma być dobra zabawa. I jest. Duzi przecież wiedzą, że nie ma jednej prawdy, a świat nie jest czarno-biały. A ci, co nie wiedzą i na wycieczki w tę czy inną stronę (polityczną, obyczajową, patriotyczną, polską, wyznaniową, historyczną – nie- potrzebne skreślić) się wkurzą, mogą zawsze powalczyć. Na poduszki.

Agnieszka Kozłowska-Piasta, Projektor. Kielecki Magazyn Kulturalny nr 6 (33) 2018

Logo Biuletynu Informacji Publicznej