Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

caryca fatalna

26.08.2016

Seks, władza, seks, seks i jeszcze raz seks. Tak najkrócej można streścić sceniczną opowieść Jolanty Janiczak i Wiktora Rubina o jednej z najbardziej kontrowersyjnych władczyń w dziejach. Amerykański sen w wersji Nietzscheańskiej, poza dobrem i złem – słaba i wątła dziewczyna staje się bezwzględną femme fatale… Przynajmniej w założeniu.

„Caryca Katarzyna” to historia usłanej orgazmami drogi do władzy, uderzająca widza bez artystycznego znieczulenia. Niemal wszystko jest tu dosłowne. Nagość i seksualność na scenie dawno przestały już dziwić. Jednak nawet opowieści o carskiej alkowie nie zaszkodziłoby, gdyby te motywy przedstawione zostały w nieco bardziej zawoalowany sposób. W zasadzie, gdyby postaci na scenie odbyły prawdziwy stosunek, niewiele by to zmieniło. Tragikomedia z elementami porno stałaby się po prostu pornograficzną tragikomedią. Choć trzeba oddać carycy co carskie – symbolizujący mechaniczność seksu „dla dobra dynastii” worek na twarzy nagiej Katarzyny był, jak na poziom artystyczny spektaklu Wojciecha Rubina, i tak – nomen omen-szczytem metaforycznych możliwości.

Sugestywna i oryginalna była natomiast scenografia „Carycy”. W tej sferze twórcy spektaklu poszli pod prąd i nie uwspółcześnili opowieści o władczyni osiemnastowiecznej Rosji. Eleganckie stroje z epoki zawisły nad sceną. Przez większość spektaklu widzowie oglądali postaci w samej bieliźnie. Narracja prowadzona więc była z perspektywy alkowy, a salonowy przepych carskiego dworu widoczny był tylko potencjalnie, ponad głowami dostojników, obnażonych i zdekonspirowanych jako żądnych władzy i seksu, a nie dworskich konwenansów. Twórcy spektaklu zajrzeli do ich wnętrz i seksualnych fantazji. A to przecież te ostatnie stanowią oś znanych legend na temat carycy Katarzyny.

Jedną z ich centralnych postaci jest ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski. W spektaklu Rubina tę mistrzowską rolę wykreował Tomasz Nosinski. Kochanek carycy jest tu nieporadnym, ckliwym chłopcem, spersonifikowaną satyrą na stereotyp zniewieściałego homoseksualisty o żeńskiej płci kulturowej, któremu bardziej pasuje brzuch brzemiennej kobiety niż szpada ostatniego króla Polski. Rysą ideologicznej powagi na tym krzywym zwierciadle Stanisława Augusta jest jego polonofobiczny monolog, w którym Poniatowski proponuje zamianę orła na sępa w polskim godle, błyskotliwie skądinąd dekonstruując w ten sposób naszą „narodową nekrofilię”. „Prowincjonalna dama ze szczecińskiego garnizonu” – to pogardliwe określenie urodzonej w Szczecinie Zofii Fryderyki von Anhalt-Zebrst, przyszłej carycy Katarzyny, wywołało szczere rozbawienie kontrapunktowej widowni. „Prowincjonalna dama” przeszła wewnętrzną i zewnętrzną przemianę, po trupach do celu osiągając szczyty władzy głównie dzięki szczytowaniu w ramionach mężczyzn – możnych ówczesnego świata. Jednak Katarzyna w kreacji Marty Ścisłowicz pozostaje Zofią.

Jej okrucieństwo i despotyzm nie są autentyczne. Wbrew czarnej legendzie, caryca okrutną feminą staje się przede wszystkim w sferze deklaracji. Nie jest przekonująca w tej roli. Zamiast być kobietą fatalną, jest raczej zagubioną w zniszczonym ordynarnym seksem ciele dziewczyną, carycą fatalną. Paradoksalnie caryca Katarzyna w scenicznej interpretacji Janiczak i Rubina oraz aktorskiej kreacji Ścisłowicz dekonstruuje feministyczny dyskurs ideologiczny. Jedna z najsłynniejszych władczyń w dziejach przedstawiona zostaje jako kobieta z krwi i kości, dotknięta najbardziej stereotypowymi kobiecymi słabościami. Carskiego tronu nie zawdzięcza sile charakteru, politycznym kompetencjom. Władzę zdobywa ciałem, a nie siłą. Bo jeśli Marta Ścisłowicz grała silną władczynię, feministyczny ideał, to – eufemistycznie pisząc – wyszła jej fatalna kreacja zamiast kobiety fatalnej.

Maciej Pieczyński : „Mała forma” gazeta festiwalowa XLIX PTMF KONTRAPUNKT: 2014-04-08

Logo Biuletynu Informacji Publicznej