Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Czy więcej znaczy mniej, a mniej znaczy więcej?

18.03.2019

W sobotę 16 marca, odbyła się premiera nowego spektaklu w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Sztuka rozbudziła w widzach mnóstwo emocji.”≈[prawie równo]” w reżyserii Uny Thorleifsdottir to 3-godzinna dawka „nieowijania w bawełnę”.

Spektakl ukazuje kondycję współczesnego społeczeństwa, świata kapitalizmu pędzącego za konsumpcją i materialnością. Bo ludzie chcą przecież coraz więcej, coraz lepiej, coraz bardziej – za wszelką cenę. W tej pędzącej machinie, człowiek sam staje się (często nikomu niepotrzebnym) produktem. W podróży za wtłaczanymi w umysły mas marzeniami, zapomina o odwiecznych, prawdziwych wartościach. „≈[prawie równo]” to bardzo czytelny, wyraźny i szczery głos współczesnego świata. Pokazujący nasze słabości i skrajności w taki sposób, aby widz sam mógł wybrać co jest dla niego dobre. Zmusza do przemyśleń i refleksji. Nie ocenia – lecz daje narzędzia do niej. „≈[prawie równo]” to także opowieść o tym, jak ciężko jest współcześnie pogodzić się człowiekowi z coraz bardziej pogłębiającą nierównością społeczną. Inscenizacja ukazuje w jak brutalny sposób świat narzuca nam produkty konsumpcjonizmu – jako te niezbędne do życia.

„≈[prawie równo]” to bardzo czytelny, wyraźny i szczery głos współczesnego świata. Pokazujący nasze słabości i skrajności w taki sposób, aby widz sam mógł wybrać co jest dla niego dobre. Zmusza do przemyśleń i refleksji. Nie ocenia – lecz daje narzędzia do niej. „≈[prawie równo]” to także opowieść o tym, jak ciężko jest współcześnie pogodzić się człowiekowi z coraz bardziej pogłębiającą nierównością społeczną. Inscenizacja ukazuje w jak brutalny sposób świat narzuca nam produkty konsumpcjonizmu – jako te niezbędne do życia.

Spektakl rozpoczyna krótki wykład z ekonomii, pełnego ideałów naukowca Maniego (Wojciecha Niemczyka) i Casparusa van Houtena, XIX-wiecznego wynalazcę, który opatentował metodę proszkowania nasion kakaowca (Jacka Mąkę). To oni do fabuły wprowadzają teorię wraz ze współczynnikiem satysfakcji co do tego ile i w jaką rozrywkę zainwestujemy. Proszą, by widzowie właśnie tym współczynnikiem kierowali się podczas oglądania spektaklu. Całe przedstawienie to swego rodzaju walka pomiędzy skrajnościami.

Mani – początkowo pełen życia, pasji, idei, które na końcu umierają w zestawieniu z dzisiejszym, konsumpcyjnym światem – znamienne słowa „Ziemi nie ma, Ziemi nie ma…” . To młody naukowiec, ekonomista, najprawdopodobniej pochodzi ze średnio zamożnej rodziny. Jego celem jest zrewolucjonizowanie systemu ekonomicznego. Traci posadę na uczelni – wykłady, które prowadzi i tak nie są nikomu potrzebne (w 200-osobowej sali wykładowej, jest zaledwie 13 znudzonych studentów). Należy pamiętać, że Mani, to również angielska, fonetyczna nazwa pieniędzy, których nie potrafi zdobyć tkwiąc w świecie teorii. Ma żonę Martynę (Dagna Dywicka) – pochodzącą z bogatego domu dziewczynę, która początkowo pragnie osiągnąć szczęście bez protekcji rodziców (wiąże się z Manim, jest ekspedientką w Mini markecie, rezygnuje z produktów, do których była przyzwyczajona w rodzinnym domu). Kobieta walczy ze swoim wewnętrznym głosem (świetna, zmysłowa Ewelina Gronowska) tęskniącym za dobrodziejstwami materialnymi, i mimo iż początkowo jest idealistką (podobnie jak Mani) – to nie ma na tyle siły żeby przeciwstawić się chęci posiadania. Chce więcej, więcej i więcej i jest gotowa posunąć się do wszystkiego – kradnie, zdradza męża, aby zaznać chwilowego „szczęścia”. Swojego męża ma za nieudacznika podkreślając, że to co on robi w teorii, bezdomny Piotrek (Dawid Żłobiński) czyni w praktyce. W pewnym momencie wypowiada on nawet kwestię osoby szukającej pracy – to swoiste porównanie osób na „rynku pracy” do żebraków. W kulminacyjnym momencie Martyna sama staje się produktem/towarem – uprawiając seks z Piotrkiem w wózku na zakupy (technicznie świetne rozwiązanie).

Elementy scenografii w wykonaniu Mirka Kaczmarka, przykuwają uwagę widza – odwrócony posąg Afrodyty (bogini miłości) w zestawieniu ze stertą (wręcz Górą, na którą pod koniec spektaklu wspina się Mani) nikomu niepotrzebnych ubrań, to znak świata pochłoniętego konsumpcją, nienadążającego za nią – przerost podaży nad popytem. To prawdziwe odzwierciedlenie współczesnego świata – nowe ubrania lądują na śmietnikach, są niszczone lub palone (afery z 2010 i 2017 roku znanej marki ubrań). To przecież z tej sterty Silvana (Beata Wojciechowska) wybiera nową, przez nikogo wcześniej nienoszoną kurtkę dla syna Ivana (Andrzej Plata). Tu także ukazana jest nierówność „na starcie”, na początku życia, nierówność z jaką zmagają się współczesne rodziny – skrajne ubóstwo – Piotrek (Dawid Żłobiński), skrupulatna kalkulacja przed zakupami – Ivan, Silvana i Andrej – (Tomasz Włosok) – scena z [prawie] prawdziwym szampanem, czy też zestawienie Martyny z bogatą, lecz „głupiutką” siostrą Andżeliką (Anna Antoniewicz), która miała w życiu więcej szczęścia niż siostra (spadek po zmarłej ciotce).

Andrej (Tomasz Włosok), wykształcony, przystojny – przychodzi mu w sposób bardzo brutalny zmierzyć się z prawami rządzącymi światem. Wyśmiany przez system pędzący w stronę ciągłego doskonalenia siebie, walczący z naiwnością i łatwowiernością młodszego brata, sam przez dłuższy czas ma nadzieję, że „jeden kurs z marketingu wystarczy”, by natychmiast osiągnąć zawodowy sukces. Nie potrafi pogodzić się z tym, że bezdomny Piotrek (Dawid Żłobiński) o wiele lepiej radzi sobie z życiem, że tak naprawdę w tej bezdomności wymyślił sobie (przynoszący niemały zysk) sposób na biznes.

Tajemniczą postać Freji, odegrała Joanna Kasperek, która chwilami była dla widzów nie do poznania. Jej bohaterka musiała zmierzyć się z problemem utraty pracy oraz splotem wydarzeń, w którym stała się świadkiem wypadku swojej rywalki. Mało brakowało, a w swej niepohamowanej ambicji, Freja posunęłaby się do fatalnej zbrodni.

Przybyli na spektakl widzowie mogli zakupić i skonsumować znane elementy popkultury: popcorn, loteria fantowa – to przykra ocena społeczeństwa, gotowego nawet skomercjalizować teatr – niegdyś miejsca spotkań elit, inteligencji, wyższych sfer. Eksperyment reżyserki sztuki, Uny Thorleifsdottir, ukazał, że na te produkty jest duży popyt – nawet w teatrze. To nieco smutny obraz nas, widzów – daliśmy się wciągnąć, namówić, dać „drobniaka” do kubeczka bezdomnemu… Fala entuzjazmu i radości przebiegła przez widownię, gdy Mówca antraktowy (Andrzej Plata) zabawiał wszystkich fałszywie wyśpiewanym utworem z ekspresyjną choreografią (komediowy majstersztyk w wykonaniu aktora!). To również pokazuje, że prosta, łatwa, bezrefleksyjna i kiczowata zabawa jest przez całe społeczeństwo – wręcz pochłaniana.

Dlaczego konsumpcjonizm, jako element kapitalizmu tak mocno nas w siebie wciągnął? Za taką kondycją świata kryją się nasze braki. Chcemy je zrekompensować dobrami materialnymi, zakrzyczeć „tandetą”. To najczęściej brak miłości, samoakceptacji, brak relacji. Za każdą posiadaną rzeczą stoi jakiś „brak”. W tym całym szaleństwie jedynym ratunkiem jest odnalezienie złotego środka, horacjańskiego „Aurea mediocritas”, równowagi, czy też inaczej mówiąc ekonomii umiaru. Musimy pozwolić sobie przede wszystkim „być”, a nie tylko „mieć”.

„≈[prawie równo]” to 180 minut refleksji, ale i dobrej zabawy, którą zgotowali widzom kieleccy aktorzy. Taniec McDonald’sowych klaunów, ukazał długo nieeksponowane umiejętności taneczne grupy (ukłony w stronę choreografa Szymona Dobosika). Warto raz jeszcze podkreślić komediowe zdolności Andrzeja Platy, jak również uroczego, niezwykle utalentowanego aktora Jacka Mąki. Beata Pszeniczna w sposób bezbłędny odegrała Panią z pośredniaka i Coacha (ta druga rola świetnie ukazała jak skomercjalizowana jest współczesna wiedza/nauka). Wielobarwny, świetnie przedstawiony został również bezdomny Piotrek w wykonaniu Dawida Żłobińskiego. Anna Antoniewicz kreując 4 role, potrafiła w każdej wyeksponować coś innego, wzbudzając w widzu ciągłą ciekawość. W spektaklu widać bardzo dobrą, ciężką pracę całego zespołu aktorów i twórców. I mimo, że przedstawienie momentami się dłuży (o czym świadczyć może „wiercenie” i „kręcenie” się publiczności) to z całą pewnością nie był to czas stracony, a satysfakcja z doznań i spędzonego czasu przewyższa wartość zainwestowanych (na zakup biletu) pieniędzy.

Aleksandra Boruch, Echo Dnia

 

Logo Biuletynu Informacji Publicznej