Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Dwa razy w raju

27.08.2016

JOANNA TARGOŃ
Przegląd dokonań młodych reżyserów na festiwalu Boska Komedia nazwano „Paradiso”, czyli raj. Ale w spektaklach Krzysztofa Garbaczewskiego i Radosława Rychcika trudno szukać rajskiej łagodności

Obaj dopiero co ukończyli krakowską PWST, ale bynajmniej nie są debiutantami. Garbaczewski ma na koncie „Nirvanę” wg Tybetańskiej Księgi Umarłych, „Chór sportowy” Jelinek, ostatnio „Odyseję”. Rychcik – „Versus” wg Brechta, „Fragmenty dyskursu miłosnego” wg Barthes?a. Wybierają teksty trudne, rzadko wystawiane bądź nieprzeznaczone na scenę. Tak jak w wypadku prezentowanych podczas Boskiej Komedii przedstawień: Garbaczewski pokazał adaptację „Opętanych” Gombrowicza, powieści niejako spoza kanonu, pisanej w odcinkach dla codziennej gazety. Rychcik – „Samotność pól bawełnianych” Koltesa, autora w Polsce, owszem, cenionego, ale rzadko wystawianego. Od „Roberto Zucco” i „Zachodniego wybrzeża” Krzysztofa Warlikowskiego z lat 90. nie było w naszym teatrze znaczących przedstawień opartych na jego tekstach.
Adaptując „Opętanych”, Garbaczewski nie wybrał jednej klarownej interpretacji, nie starał się przykroić tej rozwichrzonej powieści do ram horroru czy pastiszu „książki dla kucharek”. Nie starał się też wydobyć na wierzch wątków wspólnych z „poważnymi” utworami Gombrowicza. Wszystkie te warstwy istnieją w przedstawieniu na równych prawach. Jasnowidz Hińcz (świetny Krzysztof Zarzecki), starający się rozwiązać tajemnicę straszącego w zamku ducha, raz jest komicznym, granym z autoironicznym zacięciem spirytystą, by za chwilę przeobrazić się kogoś, kto stawia z absolutną powagą istotne pytania („Kim jestem?”).
Reżyser z upodobaniem wyprowadza widzów w pole. Gdy już przyzwyczaimy się do zgrabnie i dowcipnie rozgrywanej konwencji pastiszu (trup Maliniaka prowadzący narrację, markiza z aktorską przesadą przyznająca się do zbrodni), nagle zbaczamy w ciemne rejony – pokazane w sposób równie dopracowany. Straszący duch to w powieści nieślubny syn księcia – ale rozgrywane w mroku sceny przeczą słowom, które słyszymy z offu. Książę miał młodego kochanka; obserwujemy mechanizm wyparcia prawdy, zastąpienia jej bardziej akceptowanym wyjaśnieniem. Różnorodność tropów, różnorodność konwencji powodują, że rzeczywistość sceniczna jest zmienna, gęsta i nieprzenikniona. I kusząca do zagłębienia się w nią, do zmierzenia się z jej zagadkami.
„Samotność pól bawełnianych” Koltesa to dialog Klienta i Dealera. Dialog o dealu, czyli wymianie jako zasadzie międzyludzkich kontaktów. Dialog Koltesa, napisany zgodnie z zasadami retoryki, Rychcik przełożył na dziki, skondensowany, transowy, trwający godzinę koncert.
Na scenie grają Natural Born Chillers. Aktorzy – Wojciech Niemczyk (Dealer) i Tomasz Nosiński (Klient) – są solistami tego koncertu. W jednakowych czarnych garniturach stoją obok siebie przed mikrofonami. Ten dialog toczy się niemal bez kontaktu wzrokowego – ważniejszy staje się kontakt z widzami. Każdy z aktorów sprzedaje siebie: swoje słowa, swoją postać, swoje ciało uruchamiane w dzikim tańcu, swój wysiłek. Deal, którego przedmiot u Koltesa jest niejasny, wręcz abstrakcyjny, tutaj nabiera ciała (dosłownie), bo między Klientem a Dealerem tworzy się napięcie seksualne. Ale Rychcikowi nie chodzi o wytłumaczenie spotkania Klienta i Dealera chęcią spełnienia cielesnych pragnień. Pojawiają się one jako nieodłączny składnik każdego międzyludzkiego kontaktu.
Obaj reżyserzy umieszczeni w rajskim kręgu Boskiej Komedii pokazali, że po pierwsze, wiele już umieją, a po drugie, że warto będzie śledzić ich kolejne poszukiwania. Być może wkrótce – odwrotnie niż u Dantego – trafią do Inferna.
joanna.targon@krakow.agora.pl

JOANNA TARGOŃ
strony lokalne GW – Kraków nr 290, wydanie z dnia 11/12/2009 Kultura, str. 6
POD PATRONATEM GAZETY WYBORCZEJ

Joanna Targoń : WYBORCZA Kraków : 2009-12-11

Logo Biuletynu Informacji Publicznej