Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Dzieje współczesnych grzechów

27.08.2016

Przekleństwem pisarza, któremu przydano epitet „sumienie narodu”, jest to, że gdy umiera i gdy mijają jego czasy, wówczas i owo sumienie umiera, bo potrzebne jest nowe, adekwatne do nowych czasów. To właśnie przekleństwo Żeromskiego, za życia był w centrum najważniejszych pytań i debat zmieniającej się cywilizacji, końca la belle epoque, wielkiej wojny i odradzającego się państwa. Później po drugiej wojnie instrumentalnie wykorzystywany, by wreszcie powoli odchodzić w zapomnienie. Dlatego dziś nie bez powodu pojawia się pytanie o to, czy wciąż może być aktualny. Okazuje się że może, dowodzi tego wczorajsza premiera „Dziejów grzechu” w Teatrze jego imienia w Kielcach.

Adaptacji powieści na scenę dokonał Radosław Paczocha a spektakl wyreżyserował Michał Kotański i zarówno sama adaptacja czyli nowe odczytanie powieści, wybranie z niej tych wątków, dialogów, konstrukcji fabuły, które mogą dziś brzmieć nad wyraz aktualnie, jak i późniejsza realizacja, prowadzenie aktorów, odpowiednia scenografia i wiele mówiące kostiumy, to wszystko sprawiło, że długi ponad dwugodzinny spektakl ogląda się jak opowieść o dzisiejszych konfliktach i dylematach. Ogląda się bez znużenia, bo wszystko na scenie zmienia się dynamicznie i jest do bólu współczesne, także poprzez swoiste „uwspółcześnienie” języka Żeromskiego sprzed stu lat.

Konstrukcja spektaklu wyraźnie odnosi się do pytania o aktualność twórczości pisarza, więcej, na tym pytaniu się osadza. Reżyser podzielił przedstawienie na dwie części, niejako dwa akty, bardzo różniące się od siebie. Pierwszy odwołuje do czasów powstania powieści, początku XX wieku. Niemal wszyscy aktorzy występują w kostiumach z epoki, w każdym razie obowiązkowo ci pierwszoplanowi. Scenografia do bólu alegoryczna i celowo stereotypowa, po prawej stronie wierzby płaczące, po lewej warszawskie podwórko z figurą Matki Boskiej we wnęce. Sceny jak w dramacie tamtych czasów, najczęściej są to dialogi, czyli akcję budują dwie postaci. Kluczowe dla fabuły powieści fragmenty, zredukowane zostają do narracji prowadzonej przez jednego z aktorów. Nie zobaczymy na scenie jak Ewa Pobratyńska topi swe narodzone dziecko w szambie, historię poporodowego szoku i zabójstwa dziecka opowie jako narrator aktor, który de facto gra rolę ojca owego dziecka.

Gdy opadła kurtyna po pierwszej części pomyślałem, pewno jak pozostali widzowie, czy w drugiej spektakl będzie grany w tej samej konwencji? Bo cóż by to oznaczało? Że ramota? Że dosyć już tego Żeromskiego?

Oczywiście stało się inaczej. Aktorzy zakładają kostiumy zwolnione od czasowej przynależności. Eklektyzm, który zaproponowała Anna Chadaj równie dobrze może oznaczać lata sześćdziesiąte ubiegłego stulecia (taka jest kusa sukienka i przeciwsłoneczne okulary głównej bohaterki) ale może też oznaczać dziś, gdy czerwony frak zestawia się z dżinsami, może też oznaczać daleką nieznaną przyszłość. Z kolei scenografia Barbary Hanickiej tak jednoznaczna w pierwszej części spektaklu, w drugiej poprzez palmy w doniczkach odwołuje do choćby scenografii filmu Borowczyka, czyli do sytuacji zupełnie umownej, do wszędzie i zawsze.

Inna też w drugiej części gra aktorów, więcej scen zbiorowych i więcej dosłowności, szczególnie w scenach seksualnych zbliżeń. Po co to wszystko? Po to, by mimo różnych konwencji pokazać jedność postaci. Tak chyba chciał sam Żeromski, pokazując „dzieje grzechu”, czyli dzieje upadku swojej bohaterki. Rzecz jasna nic to nowego w literaturze i Żeromski nie był szczególnie odkrywczy w swoich czasach, ale pisał właśnie w swoich czasach, w konkretnym współczesnym mu kontekście. Czy dziś ten kontekst jest nieaktualny? wręcz odwrotnie, bo oto znowu na scenie widzimy kobietę, współczesną kobietę, której miłosne zauroczenie nie staje się początkiem szczęśliwego związku, ale kanwą dziejów grzechu właśnie. Dzisiejszy kontekst może jeszcze silniej brzmi, niż w czasach Żeromskiego, tam szubrawcy wykorzystali czystość uczuć niewinnej dziewczyny, dziś etykietkę „czystość” do każdego bez wyjątku szubrawstwa przyczepiają i wielcy przywódcy światowi jak prezydent Rosji, i drobni cwaniaczkowie jak politycy jeżdżący samolotami. Powiedziałem wcześniej „kontekst brzmi”, spektakl rozpoczyna i zamyka niczym klamra narastająca do ogłuszającego huku muzyczna fraza Lubomira Grzelaka.

Dwie różne części spektaklu, ale jedna postać. Debiutująca na kieleckiej scenie Magda Grąziowska w roli Ewy Pobratyńskiej siłą rzeczy dźwiga na swoich barkach całe przedstawienie i ma w sobie moc ponadczasowej kobiety, która udźwignie wszystko. Wcale nie ironizuję, po prostu taka jest prawda. Dzięki tej aktorce spektakl zyskał niesamowitą spójność. Dzieje bohaterki w jej kreacji stają się psychologicznie uzasadnione od początku do końca. Modlitwa Ewy na początku spektaklu, młodzieńcza, schematyczna i modlitwa nad morzem, gdy sumienie wyrzuca zabójstwo dziecka, diametralnie różne a przecież tak same. Tak same, bo tego samego człowieka. Świeżość uczuć, naiwność pierwszej miłości, wiara w miłość mimo wszystkich tragicznych perypetii, wiara w czystość miłości mimo gwałtów na ciele i duszy, z całym tym psychologicznym bagażem aktorka poradziła sobie doskonale, oglądając ją, widz wierzy w autentyczność najczystszych uczuć. Pani Magdo – chapeau bas.

Pozostali aktorzy wtórują jej doskonale, bo i Andrzej Plata jako Łukasz Niepołomski jawi się niczym dzisiejszy cwaniaczek właśnie od latania samochodem, Wojciech Niemczyk w roli Szczerbica nie jest już wyłącznie beznadziejnie zakochanym bogaczem, bliżej mu do korporacyjnych hipsterów, zaś Krzysztof Grabowski jako Pochroń równie dobrze może być odczytany jako sutener sprzed stu lat, jak i całkiem współczesny. Czytając „Dzieje grzechu” Stefana Żeromskiego dobrze znać kontekst epoki w której powieść powstawała, wybierając się na spektakl do teatru imienia Stefana Żeromskiego w Kielcach możemy o tym kontekście zapomnieć. Zobaczymy na scenie dzieje naszego grzechu, naszych czasów, może wyolbrzymione,do widza należy osąd, czy prawdziwe.

Ryszard Koziej : Radio Kielce SA : 2014-12-21

Logo Biuletynu Informacji Publicznej