Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Gra emocji

27.08.2016

„Samotność pól bawełnianych” Bernarda-Marii Koltesa odczytana dosłownie wydaje się być tekstem o zakazanej sprzedaży, odbywającej się pokątnie, w niejednoznacznej atmosferze, w miejscu odosobnionym, na pograniczu prawa i obowiązujących zachowań.
Jednak forma dramatu, w której dialog zastępują metaforyczne monologi zbudowane z długich zdań pełnych porównań i symboli wskazuje, że handlowa wymiana jest tu tylko przyczynkiem do pokazania skomplikowanych relacji międzyludzkich, walki, ustawicznej gry, chęci dominacji i podporządkowania, ale też nawiązania porozumienia, może miłości? Kieleckie przedstawienie sztuki Koltesa w reżyserii Radosława Rychcika na pierwsze wrażenie może wydawać się rodzajową scenką z nocnego klubu tylko dla mężczyzn. Spotkanie Dealera i Klienta, postaci dramatu, odbywa się w zadymionym, ciasnym pomieszczeniu, w tle z zespołem muzycznym o ostrym brzmieniu. Bohaterowie to młodzi mężczyźni, ubrani w jednakowe garnitury, koszule, krawaty i buty. Jedyne, co ich różni to makijaż na twarzy Klienta. Wyglądają jakby dopiero wyszli z pracy w jakimś banku czy korporacji i rozpoczęli cotygodniowy clubbing. Yuppies, jakich teraz pełno wokół.
Ten anturaż, przy całej dosłowności, współgra z tekstem Koltesa. Podkreśla przypadkowość spotkania, swobodę miejsca i zachowania a jednocześnie nadaje charakterystyczny dla autora klimat dwuznaczności, niepokoju i poszukiwania, a koltesowski „deal”, czyli każde spotkanie ludzi to wymiana i walka, na początku przybiera tu postać ruchu, gestu, tańca. Jest prowokacją ciałem. Pojedynek na słowa odbywa się przez mikrofony. Aktorzy są zwróceni twarzą do publiczności, nie patrzą na siebie. Tak mówiony tekst uwidocznia osamotnienie bohaterów, z góry skazuje porozumienie na klęskę. Wzmocnienie głosu mikrofonem jeszcze to podkreśla. Krzykiem, przywołują drugiego człowieka, ale też chcą zagłuszyć jego racje. Tekst momentami interpretowany jest jak ewangeliczne przesłanie, jedyna prawda. Reżyser konsekwentnie pokazuje, do czego zdolny jest człowiek żeby zyskać dominację nad przeciwnikiem, okazać się silniejszym, ale także pozyskać jego zaufanie. Dealer szminkuje usta, epatuje histerycznym śmiechem, a Klient zdejmuje ubranie. Dochodzi nawet do sytuacji wręcz humorystycznych, jak np. taniec „orła” wykonywany przez Dealera. Dopiero w scenie fizycznego zbliżenia świat jakby na chwilęłagodnieje i brak jest słów. Na chwilę, bo to przecież tylko transakcja. Zaraz potem oglądamy film, w którym nie ma miejsca na miłość, jest seks i przemoc.
W „Gazecie Teatralnej” nr 16 zapowiadając swoją pracę reżyser pisze m.in. pokaz i popis dwójki aktorów, którzy walczą o akceptację dla siebie, walczą o miłość widzów. Czy jest jakaś inna? To pytanie pozostawia trochę nadziei. Spektakl nie pozostawia żadnych złudzeń. Potwierdza to zdanie kończące przedstawienie „więc jaka broń”. Porozumienie jest niemożliwe. Słowa „nie ma miłości”, zapisane w tekście sztuki, wprawdzie nie wypowiadane są na scenie, ale widnieją na plakacie do przedstawienia.
Reżyser bardzo konsekwentnie zbudował świat oparty na silnych emocjach. Skomasowanie niezwykłej, wręcz transowej gry aktorów (Wojciech Niemczyk i Tomasz Nosinski) odpowiednio oświetlonych, dynamicznego brzmienia zespołu muzycznego oraz wyrazistej, bardzo jednoznacznej w wymowie instalacji filmowej atakują widza do granic wytrzymałości i porażają. Obraz jest bliski sytuacji prawie naturalistycznej, a jednak wykreowany, jak poetyckie dialogi – monologi Koltesa.
Sztuka pokazania ekstremalnych emocji to chyba specjalność reżysera. Jego poprzednie prace, wystawione w Warszawie „Fragmenty dyskursu miłosnego” i „Laodamia”, również tego dotyczyły. Oryginalność formy świadczy o poszukiwaniu własnej teatralnej drogi.

Grzegorz Cuper :

Logo Biuletynu Informacji Publicznej