Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Historia jako baśń porno

26.08.2016

Wiktor Rubin i Jolanta Janiczak w teatrze najchętniej sięgają po biografie. Tym razem zajęli się postacią ważną z punktu widzenia polskiej historii – Katarzyną II Wielką, carycą

Wiktor Rubin i Jolanta Janiczak w teatrze najchętniej sięgają po biografie. I to tylko takie, którymi zainteresować by się mogła również filmowa fabryka snów. W poczcie ich bohaterów są władczynie, poetki – jak Sylvia Plath, wreszcie – sam król popu Michael Jackson. Tym razem sięgnęli po postać ważną z punktu widzenia polskiej historii – Katarzynę II Wielką, carycę.

Jesteśmy na carskim dworze, ale eleganckie suknie i mundury wiszą na manekinach, wysoko nad sceną. Tworzą wyeksponowaną, pałacową konstelację przygotowanych ról – scenografię Mirka Kaczmarka. Ciała konkretnych ludzi poniżej pozostają w banalnych, bieliznopodobnych kostiumach. Albo też – nagie. Nagości będzie tu sporo.

Bo z czym kojarzy się nam dziś przede wszystkim Katarzyna Wielka? Oczywiście, z niespożytym seksualnym temperamentem, o którym krążyły legendy i który Jacek Kaczmarski uczynił tematem swojej piosenki. Bardziej niż intrygi na petersburskim dworze, polityczne dylematy czy podboje pasjonuje to, kto i z kim. W roli rosyjskiej władczyni pojawia się Marta Ścisłowicz, na co dzień aktorka Teatru Polskiego w Bydgoszczy. Jej nagość jest tu użyta ostentacyjnie i prowokacyjnie. Obnażone piersi zasłania miniaturowym teatrem zabawką – z kurtynami, świecącymi światłami itp. Podchodzi blisko do pierwszych rzędów widowni – jakby wychodziła naprzeciw kolejnym pokoleniom spragnionym pieprznych szczegółów z carskiej alkowy.

W tym spektaklu nie chodzi o opowiadanie na nowo losów „prawdziwej”, historycznej Zofii von Anhalt-Zerbst, jak pierwotnie nazywała się urodzona w Szczecinie rosyjska monarchini. Twórcy spektaklu nie walczą o rehabilitację władczyni czy rewizję jej losów – ale przyglądają się temu, jak powstaje biograficzna fantazja.

Dwa lata temu Wiktor Rubin wyreżyserował w Kielcach spektakl o innej monarchini – „Joannę Szaloną. Królową”. XVI-wieczna Hiszpania i władczyni, która nie pozwala pochować ukochanego męża, bo nie chce się z nim rozstać, to dla nas świat bezpiecznie odległy. Z rosyjską carycą to zupełnie inna historia. Nie uniknie się współczesnych skojarzeń z polsko-rosyjskimi napięciami ciągle rozgrywanymi przez polityków.

Stąd – pod koniec spektaklu – niezbyt szczęśliwy monolog Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ostatni król w dość sztampowy sposób dywaguje o balaście polskości i o tym, jak to rozbiory wyszły nam wszystkim na dobre, uwalniając nas od niego – szkoda, że tylko na 123 lata. Zmanierowany i nieudolny „Król Staś” (Tomasz Nosiński) po wiekach domaga się za to jeszcze wdzięczności. Ostatecznie skazując Rzeczpospolitą na klęskę, dał zarazem pożywkę martyrologicznej mitologii, która stworzyła nowoczesny polski naród.

A przecież „Caryca Katarzyna” opowiada o zupełnie innych mitach. Historia to tutaj nie tylko obszar plotek i pornograficznej obsceny, ale też tworzywo dla dzisiejszych snów. Często mówi się o biografiach wielkich ludzi, że uosabiał się w nich jakoś czas, w którym żyli, że wyrażały ducha epoki. W „biograficznej” sztuce Janiczak jest odwrotnie. Pokazuje ona, jak współczesna wyobraźnia wytwarza z zachowanych resztek czyjegoś życiorysu produkty masowego użytku – filmy, piosenki, seriale. A pod pozorem mówienia o „uniwersalnych tematach” w historycznym kostiumie przedstawia nasze marzenia czy problemy. Dlatego aranżowanie małżeństwa przyszłej carycy przypomina rozmowę kwalifikacyjną we współczesnej korporacji, a w rozmowach postaci pojawiają się wydarzenia o wiele późniejsze niż czas akcji. Jednocześnie Katarzyna ma dzisiejszą feministyczną świadomość. Zdaje sobie sprawę z tego, jak jej ciało staje się towarem, przedmiotem politycznych interesów.

W głębi sceny równolegle do akcji przedstawienia odtwarzany jest hollywoodzki film biograficzny. Najbardziej pożądana opowieść to baśń o sukcesie, do którego można dojść, przezwyciężając trudności i ponosząc ofiary. A przy okazji ofiary mnożąc – co chwilę rozlega się głuchy odgłos spadających worków z ciałami. Drogę do władzy wyznacza groteskowe kalendarium trupów.

Skoro wszyscy pragniemy happy endu – to u Rubina i Janiczak historia Katarzyny kończy się właściwie w momencie jej wstąpienia na tron. W przerysowanej scenie finałowej powraca fraza: „spełniamy marzenia”. W chwili koronacji caryca przywdziewa efektowną białą suknię. Identycznie ubrana jest pojawiająca się nie wiadomo skąd Alicja z Krainy Czarów (Dagna Dywicka), która w decydującej chwili zjawia się, by pomóc Katarzynie. Trudno o bardziej wyrazistą puentę dla tej śmieszno-okrutnej bajki o dążeniu do celu.

Witold Mrozek : Gazeta Wyborcza : 2013-05-16

Logo Biuletynu Informacji Publicznej