Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Konfrontacje Teatralne: Carowa i caryca Katarzyna

26.08.2016

Na podstawie zapowiedzi organizatorów oraz lektury programu można było oczekiwać, że 19. Konfrontacje Teatralne rozpoczną się od mocnego uderzenia. A niektórzy z widzów spodziewali się być może nawet pewnego zgorszenia. Mocny akcent istotnie był, ale zgorszonych spektaklem „Caryca Katarzyna” Jolanty Janiczak (tekst) i Wiktora Rubina (reżyseria) trudno było dostrzec.

Lubelską prezentację tej realizacji kieleckiego Teatru im. S. Żeromskiego poprzedziła fama dwojakiego rodzaju. Z jednej strony wiedzieliśmy, że „Caryca Katarzyna” została uznana – i to przez krytyków o bardzo zróżnicowanych poglądach na teatr – za jeden z najlepszych polskich spektakli sezonu 2012/2013, z drugiej zaś pojawiały się zarzuty, że przedstawienie jest obsceniczne, a nawet pornograficzne.

Paradoksalnie jednak owa rozbieżność opinii z marketingowego punktu widzenia działała na korzyść spektaklu, bowiem mogła skłaniać do wybrania się nań także tych widzów, którzy niekoniecznie interesują się współczesnym teatrem, ale za to lubią tzw. „momenty”. Okazało się wszakże, iż w wysuwanych wobec przedstawienia zarzutach jest wiele przesady.

Owszem, „Caryca Katarzyna” jest chwilami spektaklem obscenicznym, wszelako jest to obsceniczność w stylu niektórych rokokowych obrazów, które w swoim czasie mogły gorszyć, ale dziś są reprodukowane w poważnych albumach o sztuce. Faktem jest też, iż jest tu dużo odważnie pokazywanej nagości, ale w żadnym razie nie można przedstawienia nazwać pornograficznym, a nawet erotycznym. Zaś chętnie cytowane zdanie z jednej z recenzji – „historia jako baśń porno” – da się bez większego trudu uzasadnić, zwłaszcza jeśli historię zna się nie tylko ze szkolnych podręczników. Niejednokrotnie okazywało się bowiem, że seks wpływał na nasze dzieje w stopniu nie mniejszym niż polityka czy ekonomia.

W historii Katarzyny seks istotnie odgrywał rolę znaczącą. 15-letnia Zofia Fryderyka Augusta ze zbiedniałej, acz arystokratycznej rodziny Anhalt-Zerbst, została wybrana po to, by wnieść świeżą krew do degenerującego się rodu Romanowów. Mówiąc dosadnie: zostaje sprzedana niczym klacz do stadniny. I ma tego pełną świadomość. W swojej pierwszej scenie nakleja na ciało podpaski z literami układającymi się w napis: „fuck me”, którego chyba nie trzeba tłumaczyć, a później jeszcze kilkakrotnie odwołuje się do owej czynności.

Caryca Katarzyna

Byłoby jednak błędem traktowanie Katarzyny jako niewyżytej nimfomanki. Owszem, można odnieść wrażenie, iż kopulacja wypełnia większość jej czasu, jednak służy ona zaspokojeniu nie tyle żądzy seksualnej, co raczej żądzy władzy. W istocie bowiem spektakl jest opowieścią o zdobywaniu władzy. Właśnie – zdobywaniu, a nie utrzymywaniu i utrwalaniu. Dlatego nieco mylący jest tytuł, który powinien brzmieć raczej „Carowa Katarzyna”, jako że główna część akcji rozgrywa się w czasie, gdy bohaterka była jedynie żoną cara, nie zaś samodzielną władczynią. I to jest jeden z walorów tej realizacji. O tym bowiem, jak władzę utrzymać wiemy dobrze z „Księcia” Machiavellego, ale o tym, jak do niej dojść, mało kto wcześniej miał odwagę powiedzieć tak śmiało i dobitnie, jak Jolanta Janiczak i Witold Rubin.

Wyraźnie trzeba jednak rzec, iż nie udałoby się im to, gdyby do roli tytułowej nie mieli Marty Ścisłowicz, która stworzyła kreację wręcz fantastyczną. Możemy się jedynie domyślać, jak wiele musiało ją to kosztować. Nie dlatego nawet, że przez znaczną część przedstawienia przychodzi jej występować nago, bo to dziś nic szczególnie nadzwyczajnego. Rzecz w tym, że grana rola wymaga od aktorki nie tyle przezwyciężenia naturalnego wstydu, lecz wręcz uczynienia swej nagości, cielesności własnością publiczną. Tak, jak uczyniła to sama Katarzyna.

Marta Ścisłowicz przekroczyła tę barierę równie znakomicie, jak w innym kontekście Charlize Theron w oscarowej roli w filmie „Monster”. Świetnie także pokazała cały proces dojrzewania i przemian zachodzących w granej prze siebie postaci; Katarzyna u końca spektaklu jest zupełnie inną osobą, niż w scenach początkowych. Takich ról nie ogląda się codziennie, ale już obejrzane zapamiętuje się na długo. Oby kolejne dni festiwalu przyniosły ich więcej.

Andrzej Z. Kowalczyk : kurierlubelski.pl : 2014-10-09

Link do źródła: http://www.kurierlubelski.pl/artykul/3603055,konfrontacje-teatralne-carowa-i-caryca-katarzyna-recenzja-program,id,t.html?cookie=1

Logo Biuletynu Informacji Publicznej