Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Kronika wypadków bezlitosnych

27.08.2016

„Joanna Szalona; Królowa” to spektakl niezwykle dynamiczny i hermetyczny jednocześnie. Jednych zachwyca, drugich oburza. Można przypadkowo oberwać przeżutym jabłkiem bądź spędzić kilkanaście minut w towarzystwie włochatego elfa-króliczka Playboya sprzed stuleci. W skrócie: jest szokująco i bardzo, ale to bardzo ciekawie.

Bohaterowie spektaklu Wiktora Rubina zostali wtłoczeni w złotą klatkę. Dosłownie. Wszystkie ściany pokrywa złotko podobne do tego z tabliczek czekolady bądź bombonierek. Jedyne wyjścia (poza – rzecz jasna – tym na przód sceny) umiejscowiono przy samej ziemi, co jednoznacznie kojarzy się z jakiegoś rodzaju zsypem na brudy i inne toksyczne ustrojstwa. Bo też takie jest życie Joanny: do szpiku zarażone, przeżarte i wyplute przez czasy, w których przyszło jej żyć. Matka (Joanna Kasperek), która używa fortugału jako mównicy, jest postacią tyleż majestatyczną, co nieobecną emocjonalnie. Można rzec, że Królowa Matka została porwana przez nurt Historii i wtłoczona w narrację seksownego króliczego-elfa (Dagna Dywicka), który to raczy widzów mieszanką ważnych i nieważnych dat historycznych.

Reszta królewskiej rodzinki nie pozostaje biednej Joannie dłużna: Ferdynand znęca się nad nią fizycznie i psychicznie (jego obleśność na scenie jest wprost porażająca – świetna rola Dawida Żłobińskiego); Pan Suchy Fakt (Maciej Pesta) w ogóle nie zaprząta sobie nią głowy, gdyż z racji swego imienia interesują go skutki, nie przyczyny. Najbardziej rani Joannę, co oczywiste, Filip Piękny (Tomasz Nosiński). Postać będąca skrzyżowaniem średniowiecznej Top Model z metroseksualnym rycerzem uwypukla całą obłudę, cwaniactwo i bezwzględność ówczesnych paniczów na wydaniu. Joanna Szalona; Królowa TEATR IM. S. ŻEROMSKIEGO Kielce

Joanna (Agnieszka Kwietniewska w wybitnej formie) musi dojrzewać w złotym domu wariatów. Jej znerwicowanie, psychiczną niestabilność symbolizuje sukienka stworzona z taśm używanych do odgrodzenia gapiów od miejsca zbrodni. Jest więc Joanna zarażona śmiercią, kalectwem moralnym, cierpieniem. Udręczona dusza wysyła sygnał do ciała, a ciało – do ubioru, który je obleka – dworska suknia wydaje z siebie krzyk „CAUTION”.

Joanna uzewnętrznia tajemnice swojej psychiki w sposób bardzo dosadny i niebywale obrazowy. Posługuje się substytutami mającymi dać upust wewnętrznym lękom i fobiom. Kiedy bierze do rąk krawieckie nożyce oraz małą lalkę, którą brutalnie okalecza i gwałci, wydając z siebie monolog rozpaczy, wstrząs udziela się także widowni. To, co z początku wydawało się kolejną, postmodernistyczną wariacją na temat, zabawą z historią i tradycją, ujawnia swoje drugie, przerażające oblicze. Często traktuje się historię stereotypowo, schematycznie – panowie w rajtuzach, panie w pięknych sukniach, ukłony, spojrzenia, swaty, nieszczęśliwe, ale jednak królewskie małżeństwa itp., itd. Joanna z Kielc poprzez swoje cierpienie staje się niebywale dzisiejsza, na wskroś aktualna, domaga się współczucia – nie potępienia i przytknięcia łatki „szalona”. Walczy z pozorną Wolnością (tak twórcy spektaklu ochrzcili wspomnianego elfa-króliczka), gdy ta staje się jedną z nałożnic Filipa (tak, tak drodzy Państwo – Wolność w gestii infantylnego mężczyzny, jakież to historyczne!), nie potrafi wzbudzić w sobie instynktu macierzyńskiego względem Karola – zresztą ten nie pozostaje jej dłużny, ewidentnie podając się za dziadka zboczeńca.

Filip – ostatnia deska ratunku dla Joanny – od początku jest dla niej deską co najwyżej klozetową (świetna jest scena, kiedy młode małżeństwo mówi sobie wprost do zadków). Ten, dzięki któremu miała wyjść na prostą, skrzywił ją do końca, przy czym zrobił to w tak kurtuazyjny sposób, że kochała go za życia i po śmierci. Scena, w której oboje sterują kopulującymi zabawkami-niemowlakami, stanowi kulminację relacji tego na wskroś toksycznego małżeństwa. Bardzo kontrowersyjny fragment tego i tak mocnego przedstawienia odsłania całą chorobę tamtych czasów. Od małżeństw w obrębie rodziny, przez zmuszanie do ślubów i kopulacji młodych następców tronu, po co najmniej niesmacznie pojmowaną średniowieczną duchowość.

I gdy Filip umiera, i gdy Joanna nie pozwala go pochować, i gdy ściąga mu majtki, by z trupem kopulować i z trupem mieć dzieci, jest jej nam po prostu żal. Zdewastowana psychicznie Joanna nareszcie ma ukochanego tylko dla siebie. Nieważne, że on pomału gnije, ważne, że Królowa ma wreszcie swoją namiastkę autonomii.

Karol (Wojciech Niemczyk), który po tych wszystkich wydarzeniach odwraca fortugał, czyniąc z niego koronę bądź papieską piuskę, zaprowadza własny porządek. Wszyscy wiemy z lekcji historii, co stanie się z Joanną, wiemy także, co stanie się z Karolem – ale to nie jest już przedmiotem zainteresowania tego spektaklu.

Historia, ta przez duże „H”, jest obecna w spektaklu w bardzo ciekawy sposób. Wolność i Suchy Fakt są jak gdyby odskoczniami, fachowym komentarzem od wszechwiedzącego narratora – beznamiętną, zimną formą wiwisekcji przeszłości. Oboje katalogują przeszłość, na co nie godzi się Joanna. Jej czyny i słowa nie chcą się dać skatalogować, ujednolicić – po części zresztą udało jej się tego uniknąć. Druga forma unaocznienia w przedstawieniu procesów historycznych odbywa się przy pomocy kartek-portretów wiszących na ścianie złotego pałacu. Każda kartka symbolizuje któregoś z członków rodziny królewskiej. Do nich przylepia się różnego rodzaju fanty związane z daną postacią. Ta część scenografii jako całość przypomina gazetkę szkolną, którą dzieci tworzą na potrzeby jakiegoś tematu z historii. Bo tak chaotycznie funkcjonuje przeszłość w naszej świadomości (jeżeli w ogóle funkcjonuje). Schematy, stereotypy, sporadyczne fakty, bez zagłębiania się w psychologię. Joanna z kieleckiego teatru rozsadza ten tok myślenia od środka. Spektakl jest żywy, dynamiczny i uderzająco prawdziwy.

Więcej pochwał nie pamiętam, za wszystkie pominięte serdecznie żałuję. Jednym słowem: brawo!

Piotr Gaszczyński : Teatralia Kraków Nr 24 (24) : 2012-06-18

Logo Biuletynu Informacji Publicznej