Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Labirynt znaczeń

27.08.2016

Joanna ma jeden cel i stara się go realizować – oddając przynależną jej władzę, niszcząc królestwo matki. Tym celem jest miłość i akceptacja przez ukochaną osobę – o spektaklu „Joanna Szalona; Królowa” w reż. Wiktora Rubina w Teatrze im. Żeromskiego w Kielcach pisze Agata Kulik z Nowej Siły Krytycznej.

„Do teatru nie wchodzi się bezkarnie” tę myśl Tadeusza Kantora zapisano i zawieszono nad schodami w Teatrze im. Żeromskiego w Kielcach. Na „Joannę Szaloną; Królową” z pewnością nie!

Spektakl według scenariusza Jolanty Janiczak, który wyreżyserował Wiktor Rubin, opowiada o losach Joanny, średniowiecznej hiszpańskiej królowej. Głównym wątek został osnuty wokół rozpaczliwej miłości Joanny (Agnieszka Kwietniewska) do Filipa (Tomasz Nosinski) i jej chorobliwej zazdrości o niego. Nawet śmierć nie przeszkadza jej kochać dalej męża i kochać się z mężem. Śmierć to w naszej kulturze temat tabu. Dlatego zachowanie Joanny wydaje nam się chore, nie rozumiemy go. Tytuł spektaklu sugeruje, że Joanna jest szalona, psychicznie chora – ale czy faktycznie? Czy nie jest po prostu przerysowanym obrazem naszego pragnienia miłości bezwarunkowej? Obrazem roztrzaskania naszych projektów o ostre krawędzie rzeczywistości? Egoizmu, z jakim podporządkowujemy sobie drugą osobę? Czy tak naprawdę nasza miłość nie jest jedynie ułudą?

Związek Joanny najlepiej funkcjonował, kiedy Filip był trupem: bezwolnym ciałem, formą gotową przyjąć wszystko z pokorną akceptacją. Z drugiej strony działanie Joanny obrazuje siłę i potrzebę miłości, która drzemie w nas, miłości, której Joanna tak naprawdę nigdy nie doświadczyła, a tylko wyobrażała ją sobie. Te wyobrażenia i pragnienie połączenia się z kochankiem sięgają tak daleko, że w końcu Joanna zespala się z Filipem. Jest ona nim i w nim, mówiąc o sobie w męskim rodzaju. Joanna ma jeden cel i stara się go realizować, oddając przynależną jej władzę, niszcząc królestwo matki – tym celem jest miłość i akceptacja przez ukochaną osobę.

Reżyser skontrastował postaci matki i córki – formę i dyscyplinę z namiętnością i uczuciem (rozum z sercem), poprawność z całkowitym pozbawieniem hamulców. Izabela (Joanna Kasperek) to silna, zimna kobieta, prawdziwy władca. Mówi, że kobieta powinna trzymać formę w każdej sytuacji, nawet przy porodzie, bo „człowiek bez formy jest głupi i brzydki”. Sprawia wrażenie skorupy pustej w środku, wydającej rozkazy i dającej dobre rady. Takie wrażenie potęguje jej niecodzienne insygnium władzy: wykonany z metalowych prętów sztywny stelaż na kształt spódnicy (z nim występuje Joanna w roli królowej; w momencie przejęcia władzy zakłada go również Karol – odwracając go do góry nogami, tak że układa się w kształt postawionego kołnierza).

Izabela jest formą, maską, jaką przywdziewa się dla „własnego dobra” (a raczej może dla własnej korzyści i wygody, która często jest sprzeczna z naszymi własnymi pragnieniami). Joanna stanowi jej przeciwieństwo, to osoba bez hamulców emocjonalnych, chce żyć w wolności. Przekracza tematy tabu, ma anarchistyczny stosunek do władzy, ale zostaje w niewoli „miłości”: jest uzależniona od Filipa, który staje się jej obsesją (być może człowiek nie potrafi żyć w całkowitej wolności; przekraczając granice sam na siebie zarzuca inne więzy). Filip jest Piękny i chce być wolny, wolny seksualnie, ale okazuje się, że i tu wolność szybko się kończy – zabiera mu ją jego własna śmierć.

Joanna, ubrana w sukienkę z posklejanych ze sobą żółtych foliowych taśm z napisem cautcion, to chodząca bomba namiętności, odpad radioaktywny związku Izabeli z Ferdynandem (Dawid Żłobiński), który przenosi promieniowanie na następne pokolenia. Joanna nie uzyskała pozytywnego wzorca ani od matki (przeciwko której jawnie się buntuje), ani od ojca. Ferdynand to człowiek pozbawiony autorytetu – pozorna głowa rodziny (co symbolizuje między innymi koszula zapięta na czubku głowy – wygląda, jakby był głowy tej pozbawiony). To szczur, który plącze się w korytarzach własnych pragnień i rozkazów stanowczej żony. Molestował swoją córkę i był to jedyny gest sprzeciwu wobec Izabeli, na jaki było go stać. W scenach, które nawiązują do miłosnych „przygód” ojca z nieletnią córką, Ferdynand ślini się obleśnie, coraz bliżej podsuwając swoją twarz ku Joannie, budzi w widzach odrazę.

Odrazę budzi także Karol (Wojciech Niemczyk), syn Joanny i Filipa, który, zaniedbywany przez rodziców, upomina się o ich uwagę płaczem i złośliwością – staje się przez to symbolem najgorszego oblicza macierzyństwa, dla Filipa – przyczyną zniszczenia wizerunku Joanny jako kobiety. Sam Karol cierpi na bulimię i ma zaburzone stosunki z płcią przeciwną, którą traktuje w sposób przedmiotowy.

Rubin kontrastuje ten zdegenerowany świat z wyświetlanym na ekranie obrazem: człowiekiem w kombinezonie ochronnym, wędrującym po wymarłych pustkowiach – pokazując ziemię po zagładzie lub, być może, rozpaczliwą próbę uwolnienia się (ucieczki?) od zdegenerowanego świata. Próba kończy się jednak fiaskiem – zanurzeniem się w wodzie. Być może nie potrafimy żyć bez skażonego świata lub on nie może istnieć bez nas…

Na królewskim dworze pojawiają się także inne postaci. Suchy Fakt (Maciej Pesta) to kronikarz, który jest jakby archeologiem tej opowieści: w woreczkach strunowych przechowuje i magazynuje z wielką pieczołowitością „dowody rzeczowe” (kawałek jabłka, pończochę, czy buta), próbując światu przeciwstawić „suchy fakt”. Okazuje się to pomysłem skazanym na porażkę, bo nawet historia nie jest nauką obiektywną. Fakty niewiele znaczą, można je bowiem dowolnie kształtować, co Suchy Fakt demonstruje za pomocą swetra. Traktuje swój kostium jako rekwizyt, chowa się w nim niby w kokonie, rozwija i wyciąga, nadając formę odpowiednią do sytuacji. Suchy Fakt jest przeciwieństwem Wolności (Dagna Dywicka), która, przypominając chochlika, raz kusi bohaterów swoimi zaletami, innym razem staje się beznamiętnym (lecz świadomym) świadkiem ich działań.

Spektakl rozgrywa się w prostej przestrzeni scenicznej – we wnętrzu pozłacanego sześcianu. Scenografię zaprojektowaną przez Mirka Kaczmarka dopełniają dwie drabiny połączone deską, na której stoi krzywa wieża (wszystko co uczynić człowiek chciał wielkim na tym świecie jest zniekształcone?), stolik z krzesłem oraz parę rekwizytów, zmieniających przeznaczenie w zależności od okoliczności scenicznych. W tej niemalże pustej przestrzeni działania aktorów (którzy obecni są na scenie w pełnym składzie podczas całego spektaklu) jeszcze bardziej intensyfikują warstwę znaczeniową, dając poczucie przesytu.

Spektakl sprawia wrażenie labiryntu – w zależności od skupienia uwagi na danym szczególe, czy bohaterze, wchodzimy w inne obszary. Świadomość znaczeń symboli i kultury odsłania przed nami kolejne „drzwi” do coraz głębszych przestrzeni.

Agata Kulik : NOWA SIŁA KRYTYCZNA : 2011-11-07

Logo Biuletynu Informacji Publicznej