Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Lord podróżuje (Panoptikos)

27.08.2016

Mateusz Pakuła w swoich dramatach operuje tak charakterystycznym językiem, że nie można go pomylić z żadnym innym współczesnym dramatopisarzem. Miesza ze sobą cytaty z kultury wysokiej i niskiej (o ile ta dychotomia jeszcze istnieje), wykorzystuje zróżnicowane konwencje – częściej filmowe, niż literackie. Postaci jego tekstów potrafią wielokrotnie zmieniać tożsamość, przedstawić naukowy wywód, by za chwilę radośnie wykonać piosenkę Lany Del Rey.

Te postmodernistyczne strategie nie służą jedynie erudycyjnym popisom (Pakuła zawsze na końcu tekstu podaje bibliografię), nie są również wyrazem braku inwencji twórczej (tej, autor Białego dmuchawca, ma w nadmiarze). Język staje się tutaj nie tylko głównym bohaterem dramatu, ale przede wszystkim strumieniem świadomości. Świat wykreowany w dramacie jest światem tego podmiotu mówiącego czy piszącego, światem rzeczywistym i wewnętrznym, realnym i fikcyjnym. Bohaterowie Pakuły i napisane przez niego didaskalia posługują się tym samym, pozlepianym z różnych fragmentów językiem. Można te dramaty czytać jak duży monolog, pełen sprzeczności i wewnętrznego dialogu. Podmiot mówiący czy piszący kreuje sam siebie poprzez konfrontacje z innymi dziełami, ich wchłanianie i przepisywanie. Sam autor się do tego przyznaje: „Trochę też jest tak, że w momencie, kiedy wykorzystuję jakieś cudze teksty, to traktuję je jak własne. Kiedy coś czytam, gdy coś mnie porusza emocjonalnie czy estetycznie, to zaczyna być moje.”. To „moje” jest bardzo istotne – Pakuła z wybranych przez siebie elementów tworzy nową, autorską, oryginalną całość. Twórczość Pakuły można łatwo prześledzić – jego teksty dość regularnie ukazują się w „Dialogu”, wydanych zostało kilka tomów jego dramatów. Dramatopisarz cały czas eksperymentuje z formą swoich tekstów – wydany przez LOKATORA najnowszy zbiór Panoptikos (z piękną okładką Kuby Woynarowskiego) jest tego świetnym przykładem.

Panoptikos dzieli się na dwie części, z których każda zawiera cztery dramaty (dwie tetralogie?). Pierwsza to Smutki i tropiki, w której skład wchodzą Mój niepokój ma przy sobie broń, Smutki tropików (nagrodzone Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną), Jungle People albo Dżimi Dżungla i Małpa Przeznaczenia oraz Och ciężki brzuszku. Trafnie dobrany tytuł dobrze oddaje charakter tych tekstów – to chyba najbardziej ponure dramaty Pakuły, które łączy tematyka szeroko rozumianej egzotyki. Mój niepokój… to przepisane Podróże Guliwera Swifta. Guliwerów u Pakuły jest czterech. Odwiedzając kolejne wyspy za pomocą teleportera, Guliwer zawsze zostaje w danej krainie, zaś jego rolę przejmuje tubylec, który rusza w dalszą podróż. Z jednej strony następuje swoista transformacja głównego bohatera, niczym z Zagubionej autostrady Davida Lyncha (określenie, że Pakuła jest Lynchem polskiej dramaturgii propaguje mocno Łukasz Drewniak), z drugiej – jego tożsamość wciąż pozostaje ta sama. Guliwer zawsze jest obcy, nieprzystający do środowiska, w którym się aktualnie znajduje. Tubylcy mieszkający na wyspach – Renifery, Liliputy, Troskliwe Misie – wywołują w odbiorcy jednocześnie śmiech i przerażenie (szczególnie te ostatnie – przesłodzony klimat lat 90. w wykonaniu Misi to absolutna groza).

W posłowiu do zbioru, Michał Centkowski wyróżnia podróż jako główny temat dramatów Pakuły. Mój niepokój ma przy sobie broń zapowiada to, co zostaje szerzej rozwinięte w Smutkach tropików. O ile w pierwszym dramacie podróżowanie staje się możliwością zmiany tożsamości, możliwością pogłębienia wiedzy o świecie i doświadczenia go, o tyle w Smutkach… jest już inaczej. Bohaterowie, Backpakerzy, gnani chęcią przeżycia „ekstremalnej przygody” podróżują, ponieważ poszukują autentyczności. Zjawisko, zwane „dark tourismem” – podróżowanie do miejsc naznaczonych śmiercią, jest nie tylko kabotyńskim ekscesem, lecz również wyrazem bezradności. W świecie symulacji bohaterowie poszukują coraz silniejszej transgresji, by doświadczyć rzeczywistości. Chociaż Pakuła w swoich tekstach, poprzez język, umieszcza postaci w świecie nierzeczywistym, czy raczej posługując się terminem Baudrillarda „hiperrzeczywistym”, pełnym symulakrów, kieruje ich do miejsc naznaczonych śmiercią. „Kryteria wyboru odwiedzanych miejsc [w tanatoturystyce – SG] – jak pisze John Urry – to zwykle spodziewane, intensywne i przyjemne doznania angażujące inne zmysły niż wrażenia, jakich dostarcza codzienność. (…) Lennon i Foley uważają, że obiekt materialny, trwałość ruin, autentyczne (fizyczne) przestrzenie przyciągają publiczność, której już nie satysfakcjonują ciągła symulacja i kultura medialna.”.

Kwestia zachodniego spojrzenia na masakry poza Europą najmocniej powraca w ostatnim tekście – poemacie Och ciężki brzuszku. Chóry części ciała („Śpiewa głowa”, „Śpiewają ręce”) w swoich piosenkach ironicznie zwracają się do Ciężkiego Brzuszka, który „roni łzy jak krokodyle”, razem z nimi śpiewa też Chór Dziecięcy utwory takie jak „Czeczenia na chór dziecięcy”, „Rwanda na chór dziecięcy”. Makabryczność tego „projektu symfonicznego” zderzona zostaje z przekazami płynącymi z Radia (wydarzenia w Rwandzie). Najbardziej przerażające jest jednak to, że pokawałkowane ciało nie domaga się żadnej sprawiedliwości, raczej ironicznie komentuje otaczający świat. Gdzieś w tle rozgrywa się dramat Chłopca, który leży w pokoju i gnije (jest martwy?) i Matki, która się nim zajmuje.

W Smutkach i Tropikach Pakule udaje się połączyć elementy komiczne i groteskowe z poważnymi tematami. Jednocześnie, unika pułapki „nieznośnej lekkości reprezentacji”[4] – panoptikum projektowane przez dramatopisarza jest przede wszystkim ponurą refleksją na temat współczesnego człowieka, tego co robi w świecie i co robi światu.

Ten uniwersalizm Pakuły, podkreślany przez Centkowskiego w posłowiu, paradoksalnie, zostaje przełamany w Lordach. Tetralogia poświęcona wybitnym twórcom (Jorgos Skolias, Tadeusz Kantor, Gustaw Herling-Grudziński, Miron Białoszewski) prawie w ogóle ich nie dotyczy. Lordem jest tu przede wszystkim sam Mateusz Pakuła. Najbliżej biograficznego przedstawienia jest Lord Bemol o Skoliasie, choć tutaj na pierwszy plan wysuwa się forma ballady raperskiej niczym w Pawiu Królowej Doroty Masłowskiej. W pozostałych tekstach autor używa życiorysów twórców, czy formy ich twórczości, by stworzyć opowieść o pamięci. Lord Kantor, który został nagrany jako słuchowisko dla Radia Kraków, dzieje się w kosmosie. Miszel Komodore, który codziennie zapisuje swoje osobiste wspomnienia na komputerze pokładowym John 102, zostaje zaatakowany przez Lorda Kantora, który kradnie ludziom dyski z ich własną pamięcią. Pierwsza część Lorda Herlinga to olbrzymi monolog, w którym Lord snuje autobiograficzną opowieść – kolejne wspomnienia przetykane są krótkim „(Tiruriru!)”. Dramatopisarz, podobnie jak Herling-Grudziński, pochodzi z Kielc, jednak narracja Lorda dotyczy raczej Pakuły, niż autora Innego świata. W drugiej części pojawia się zmultiplikowana postać żony, która tworzy dla siebie fikcyjne życiorysy. Ta płynna granica fikcji i realności, fałszywych i prawdziwych wspomnień wydaje się w Lordach najciekawsza. Najbardziej intrygujący jest jednak Lord Milord, w którym Pakuła, stylizując się na Białoszewskiego, przemawia tonem najbardziej osobistym:

„Pretensjonalne metafory
to moje potwory
Moje uszanowanie panowie i panie.
To ja Mirona i Batmana
pokraczne skrzyżowanie”

W tekście, który dotyczy męki twórczej przewija się motyw walki, jaką toczy ze sobą sam autor pod postacią Pana Optikosa, który sam mówi, że jest jednocześnie superbohaterem i jego największym wrogiem. W tym tekście, zbliżonym do poematu, silnie słychać również język rymowanki dziecięcej. Tematyka ojcostwa zostaje wyrażona niezwykle subtelnie – Pakuła to ostatni pisarz, którego można by oskarżać o sentymentalny liryzm. A jednak, jedno z ostatnich zdań w Panoptikosie brzmi:

„Mam jedno dziecko.
Jeden samochód.
Chcę gdzieś pojechać.
Nie wiem gdzie.”

Po podróżach do tropików, wędrówkach w pamięci kosmosu, ciekawe gdzie teraz Pakuła pojedzie.

Stanisław Godlewski : Internetowy Magazyn „Teatralia” : 2015-04-21

Link do źródła: http://www.teatralia.com.pl/lord-podrozuje-panoptikos/

Logo Biuletynu Informacji Publicznej