Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Lufcik na teatr

04.06.2018

Może to nie jest okno wystawowe polskiego teatru, ale na pewno lufcik na teatr dla stołecznych teatromanów. Nie wyjeżdżając z Warszawy, można zobaczyć na własne oczy, co nowego w polskich teatrach.

Zwłaszcza że kurator tegorocznych 38. Warszawskich Spotkań Teatralnych, Dorota Buchwald zadbała, aby do Warszawy przyjechały spektakle „najgłośniejsze”. Czasami w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo takiego poziomu głośności dźwięku jak w spektaklu „Lokis” chyba nigdy mury Teatru Narodowego nie słyszały. Widowisko Łukasza Twarkowskiego, przywiezione z Wilna (z tamtejszego Teatru Narodowego), narobiło sporo hałasu na Litwie nim zagościło jako swego rodzaju deser na WST. To już dobra tradycja Spotkań, że w miarę możliwości zapraszane są produkcje z polskim stemplem z krajów sąsiadujących, dość przypomnieć pokazywane w ubiegłych latach spektakle: „Plac Bohaterów” Thomasa Bernharda w reżyserii Krystiana Lupy (także z Wilna) czy „Iwonę, księżniczkę Burgunda” Witolda Gombrowicza w reżyserii Grzegorza Jarzyny (z Moskwy).

Co widać przez lufcik WST? Przede wszystkim, że polski teatr ma się nie najgorzej – niezależnie od sezonowych utyskiwań i politycznych, czasem bardzo ostrych, sporów. Uderza bujna różnorodność propozycji, ucieczka od standaryzacji, wiele równoległych ścieżek poszukiwań, dzięki czemu teatr wymyka się monotonii czy jakiejś dominującej formie estetycznej. Mamy więc do czynienia z inscenizacjami klasyki („Wesele”), jej przetworzeniami („Hamlet”, „Lokis”), adaptacjami prozy („Murzyni we Florencji”), teatralizacjami scenariuszy filmowych („Sekretne życie Friedmanów”), specjalnie dla teatru tworzonymi scenariuszami („1946”, „K”, „Gdyby Pina nie paliła”). Wielka materii rozmaitość: od Szekspira i Wyspiańskiego po Vedranę Rudan i Pawła Demirskiego. Teatr próbuje stawiać diagnozy współczesnej Polsce, sięgając po klasykę („Wesele”) albo zmagając się z przyszłością („K.”). Nadal fascynuje się mrocznymi zakamarkami psychiki („Hamlet-komentarz”, „Sekretne życie Friedmanów”, „Lokis”), konfrontuje się z traumami, jakie niesie nieodległa historia („1946”, „Murzyni we Florencji”). Poszukuje odrębnej wyrazistej formy – ten przegląd był pokazem indywidualności twórczych, za każdym spektaklem stali artyści o swoim własnym, wyrazistym, budzącym emocje języku (Strzępka i Demirski, Bral, Klata, Tomaszewski, Twarkowski). O sile zaś ich propozycji, jak zwykle, decydowali aktorzy. Tu najwyraźniej królowali goście z Karkowa, we wszystkich trzech spektaklach („Wesele”, „Sekretne życie Friedmanów” i „Murzyni we Florencji”) pokazali klasę.

Nie zawiodła publiczność, która na większości spektakli pojawiła się w nadkompletach. O niektórych z nich, bo o wszystkich się nie da, spróbuję opowiedzieć.

(…)

Poruszyły opowieści o przeszłości, zarówno o kieleckim pogromie („1946”), jak i chorwackiej traumie po wojnie jugosłowiańskiej („Murzyni we Florencji”). Każda z nich w zupełnie innej tonacji.

„1946” [na zdjęciu] z Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach (tekst i dramaturgia: Tomasz Śpiewak, reżyseria, światło: Remigiusz Brzyk) to ważne przedstawienie. Szlachetne w intencjach, przemyślane, silnie związane z teatrem kieleckim i Kielcami. Choć nie jest to teatr faktu, to jednak fragmenty spektaklu noszą taki charakter – zwłaszcza relacja ze szpitala, w którym ratowano ofiary, a częściej identyfikowano ciała pomordowanych Żydów.

Mocno się ten spektakl zaczyna, choć na pozór bardzo zwyczajne -od topografii miejsca, domu przy ul. Planty 7/9, gdzie dokonywano szaleńczych zbrodni. Domu, w którym ocaleni z wojny i okupacji Żydzi szykowali się od wyjazdu do Palestyny. Domu, w którym udzielano pomocy bezdomnym. Domu, w którym szukano porwanego rzekomo dziecka w nieistniejącej piwnicy. Bo ten dom nie miał podpiwniczenia. Rzeczowe informacje przewodnika, sytuacja typowa dla wycieczki, która odwiedza miejsce historyczne. Bez patosu, a jednak z coraz silniej ściśniętym gardłem.

(…)

Tomasz Miłkowski, Dziennik Trybuna

Logo Biuletynu Informacji Publicznej