Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Męka przez ciało

26.08.2016

Gwoli jasności – nie mam nic przeciwko nagości na scenie, pod warunkiem, że będzie ona uzasadniona. W przypadku, osławionej już, kieleckiej „Carycy Katarzyny” nie tylko nagość okazała się nieuzasadniona.

Imperatorowa Wszechrusi, caryca Katarzyna II bez trudu może inspirować, ciekawić, fascynować. Dla Jolanty Janiczak stała się ona pretekstem do opowiedzenia historii o ciele, a konkretniej drogi ciała na tron. Być może dlatego to właśnie ono stało się głównym bohaterem spektaklu Wiktora Rubina. Ciało kobiece. Uprzedmiotowione, ubezwłasnowolnione, ciało jako narzędzie, środek do celu. Poniekąd może to usprawiedliwić fakt, że aktorzy z główną bohaterką na czele paradują po scenie na golasa, ale we wszystkim należy zachować umiar, który w tym przypadku nie został zachowany. Tytułowa Katarzyna już od pierwszych chwil na scenie jasno i dobitnie pokazuje, że jej ciało nie staje się niczym innym poza narzędziem, z którego należy umiejętnie korzystać. Wycina więc sobie nożyczkami włosy łonowe, na przemian to zdejmuje to zakłada majtki i koszulkę, aż w końcu na gołe piersi nakłada makietę teatru i zaprasza męską część publiczności do pomacania jej biustu.

Już pierwsza scena spektaklu sugerowała z czym możemy mieć do czynienia. Podczas, gdy publiczność zajmowała swoje miejsca na widowni, na schodach prowadzących na scenę siedzieli matka przyszłej carycy, Joanna bez numeru (Beata Pszeniczna) i Paweł I, syn Katarzyny (Andrzej Plata), za nimi zamiast kurtyny znajdował się obraz, na którym przybyła wkrótce przyszła caryca (Marta Ścisłowicz) przylepiła podpaski, na których namalowane czerwoną szminką (mam nadzieję, że była to szminka) litery układały się w napis: „fuck me”. Po chwili obraz powędrował w górę i zaczęła się ponad dwugodzinna męka przez ciało. Podwieszone nad sceną kostiumy z epoki stanowiły jedynie zamierzchły relikt, bohaterom wszak wystarczy przecież bielizna, ewentualnie peruki na życzenie.

Janiczak w jednym z wywiadów podkreśliła, że będąc w pisaniu i robieniu teatru poetką najważniejsza pozostaje dla niej własna wyobraźnia. Odżegnując się od zgłębiania procesów psychologicznych w tworzeniu spektakli, które uważa za zbyt prosty klucz do odczytania danego dzieła, częstuje widzów swoimi wymysłami, które nie muszą być dla nich ani zrozumiałe, ani nawet interesujące. W końcu najważniejsze to wyrazić siebie. Ale by za bardzo nie podpaść szeroko pojętej publiczności, dobrze posłużyć się sprawdzonymi zabiegami reżyserskimi, które ubarwią przedstawienie, czasem rozśmieszą, wprowadzą atmosferę lekkości, by przypadkiem widz nie poczuł się jak idiota. Być może dlatego w historii tej pojawia się Alicja z Krainy Czarów (Dagna Dywicka) stylizowana na mężczyznę, choć jej rola w przedstawieniu pozostaje niezrozumiała. Inne triki to między innymi sposób, w jaki reżyser ukazał momenty śmierci wybranych bohaterów – wchodzą oni w wielkie bazarowe torby w kratę, które panowie technicy zasunąwszy wynoszą ze sceny. Podobne torby mniej więcej w połowie spektaklu spadają z hukiem znad sceny. W między czasie technicy pojawiają się z plastikowymi workami, z których wyrzucają powiędłe liście. Od tego momentu każde kroki aktorów naznaczone zostały szeleszczącym niezrozumieniem. Po co liście? Trudno pojąć. Co mówią bohaterowie? Czasem ciężko zrozumieć – liście zagłuszają ich słowa.

Bez wątpienia wiele trudu kosztowało Martę Ścisłowicz zagranie tytułowej roli. Przede wszystkim dlatego, że w swej kreacji przekroczyła granicę między teatrem a rzeczywistością. Wspomnianą już makietą teatru na piersiach pozwoliła się dotykać nie tylko kolegom-aktorom, ale też obcym mężczyznom zasiadającym na widowni. Ścisłowicz jest dobrą aktorką, dlatego myślę, że mogłaby sobie poradzić ze skomplikowaną postacią carycy Katarzyny bez wchodzenia w wulgarną dosłowność zaproponowaną przez twórców. Bardzo dobrze partnerował jej Tomasz Nosinski, choć jego postać drażniła mnie najbardziej. Naprawdę trudno oceniać słowa wypowiadane przez postać historyczną (w tym wypadku Stanisława Augusta Poniatowskiego) skoro nie można odnosić się do historii, wszak Janiczak ma „gdzieś obiektywizm i fakty”. Pewnie dlatego Poniatowskiego przedstawiła jako rozochoconego i zniewieściałego chłopaczka ślepo zapatrzonego w carycę, dla którego Polska jest jak brud za paznokciami.

Ponad dziesięciominutowy monolog Nosinskiego można określić jako antypolski, dodatkowo, stanowi on nieudolną próbę ukazania wszechwładzy kobiety nad mężczyzną. Poniatowski ubrany w zwiewny, atłasowy szlafrok (damski oczywiście) rozpływa się nad zaletami imperatorowej i stwierdza: „z tronów królewskich urządziłem sracze, sygnaturą moją opatrzone wręczyłem zaborcom”, dając tym do zrozumienia, że dla Katarzyny jest gotów na wszystko, nawet na rozbiory. Rzuca przy tym w publiczność butami, które wydobywa z bazarowych toreb. Monolog ten na pozór prowokacyjny szybko nudzi i tylko bardzo dobra gra Nosinskiego zasługuje tu na uwagę. Prawdziwa historia pokazała, że „miłość” Poniatowskiego do carycy nie okazała się wcale tak silna i szczera, jak to można było usłyszeć w monologu Nosinskiego – imperatorowa z chęcią wsparła targowicę, by pomóc polskim magnatom obalić Konstytucję 3 Maja oraz Stanisława Augusta, jednak nie ma to znaczenia, gdy Janiczak wyciąga z wielkiej historii tylko to, co ją interesuje i tworzy z tego własne fantazje.

W jednej z ostatnich scen, grający epizodyczną rolę syna carycy Andrzej Plata tańczy w rytm piosenki „Wuthering Heights” Kate Bush. Staje się męską wersją artystki, gdy ubrany w czerwoną sukienkę wykonuje układ taneczny z jej głośnego teledysku. Za chwilę dołączają do niego „bajkowa” Alicja i „historyczna” Katarzyna. Tym razem obie ubrane w białe suknie ślubne uśmiechają się słodko w stronę publiczności, zapraszając do wejścia w ich pokręcony świat. To zakończenie, nieco sielankowe, na pewno pozytywne, stanowi moment rozluźnienia po ponad dwugodzinnej podróży donikąd.

Paulina Aleksandra Grubek : Dziennik Teatralny Warszawa : 2014-05-12

Link do źródła: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/meka-przez-cialo.html

Logo Biuletynu Informacji Publicznej