Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Mnie śmieszy

20.05.2019

Ja do teatru łażę na aktorów, a nie da się bardziej przyleźć na aktora, niż w takim wypadku – kiedy sam napisał, wyreżyserował, zagrał. Albo napisała, -ała, -ała. Twórczość totalna, twórczość absolutna, twórczość w stylu Prince’a. Twórczość również chałupnicza, łupana w pojedynkę, bez podziału pracy. Tyle co wzięła sobie do pomocy jakiegoś Pakułę. Nigdy nie łapię, czym on się różni od Pałygi i Paczochy.

Ewelina Gronowska jest znaną kielecką śmieszką, jest rasową komediantką. „Nie mówię tego pogardliwie, przeciwnie” (Thomas Bernhard, „Rodzeństwo”). Zresztą sam strugam pajaca, więc kimże ja jestem, żeby drugiemu robić zarzut z błaznowania. Nie śmiejemy się z Gronowskiej, a raczej z Gronowską.

Miałem kiedyś traumę z monodramem ulubionego aktora, Wiesława Cichego, „Stand-up Witkacy”. Aktor ulubiony, ale mono straszne! Tym bardziej bolało, że to był mój ulubiony. Majnicz się obronił w biednym skądinąd spektaklu o Brunie Jasieńskim. Monodram to jest przesrany gatunek, szczególnie dla widza, a wygląda na najprostszy, najłatwiej wchodzący.

„Basia Oblesia” jest tak zwaną inicjatywą aktorską, a takie inicjatywy mają zazwyczaj jedną myśl przewodnią: TERA JA! Wobec czego spektakl nie ma scenografii i prawie kostiumów nie ma, ale ma aktorkę. Trwa pięćdziesiąt minut i jak się odgraża, jest tylko pierwszym odcinkiem. Niby stand-up, ale nie do mikrofonu, lecz do mikroportu, i z dużo żywszym choreo niż w zwykłym stand-upie.

Jest taka scena w „Triumfie woli” Strzępki, kiedy postać ma zadanie rozśmieszyć za wszelką cenę. Ciśnie na dowcip tak jak partie na wygraną. W „Basi Oblesi” podobnie. Dowcip jest kloaczny, czyli najgorszy, ale też najlepszy. Kloaczny, ZBEREŹNY, guuupi. Transgresja, moim zdaniem, dużo większa niż w Rubinie. Uśmiałem się jak norka. Jak mops!

Maciej Stroiński

Logo Biuletynu Informacji Publicznej