Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Niech nam śpiewa Ania

26.08.2016

Zacznę nietypowo, od komplementów dla odtwórczyni tytułowej roli. Katarzyna Gałasińska – nowy nabytek kieleckiego teatru, do tej pory ukrywała się na kameralnej scenie, gdzie wyśpiewywała nie do końca trafiony repertuar w „Piosenkach na pokuszenie”. Teraz jej talent rozbłysnął na głównej scenie. I to z ogromną siłą.

Nie chodzi tylko o to, że młoda aktorka umie śpiewać, ale że widać, jak wielką sprawia jej to radość. Tym bardziej że to radość zaraźliwa. Do tego trzeba dodać świetną mimikę, łatwość tańca, którym wypełnia całą przestrzeń sceniczną, nawet gdy na deskach pojawia się sama. To ważne, bo w przypadku musicalu opartego bądź co bądź na niemal kultowej książce Lucy Maud Montgomery, tytułowa rola nie mogła być źle obsadzona. Śpiewająca Ania musi być postacią sympatyczną, ujmującą, zabawną, ale też przekonującą również w nielicznych smutnych momentach tego spektaklu, gdy nad Zielonym Wzgórzem zbierają się ciemniejsze chmury.

Najnowszy spektakl Teatru im. Żeromskiego to dzieło dość długie (trwa 2,5 godziny), ale na widowni nie odczuwa się upływu czasu. Co więcej, wydaje się, że poszczególne przeskoki czasowe – od pojawienia się 13-letniej Ani w domu Maryli i Mateusza, przez jej pierwszą wizytę w szkole, aż do jej ukończenia i śmierci Mateusza – są zbyt duże, ale z drugiej strony nie da się przecież pokazać wszystkich przygód podczas jednego wieczoru.

Przed premierą obawiałem się, czy aby reżyser, Jan Szurmiej, nie stworzy dzieła zbyt słodkiego, kolorowego, opartego na wesołych pląsach bohaterów ubranych w stylowe stroje z epoki. Na szczęście spektakl jest wyważony – no, może w jednym momencie był bliski przekroczenia tej granicy. Zaraz potem wszystko wróciło do wyważonego poziomu – radości życia, pochwały przyjaźni, życzliwości i poświęcenia dla innych było w sam raz.

Prócz Katarzyny Gałasińskiej musical opiera się na bardzo dobrze prowadzonych rolach Maryli (znakomita Mirosława Krajewska – warszawska aktorka grająca gościnnie) i Mateusza (poczciwy i małomówny Janusz Głogowski). Wpadająca co jakiś czas na Zielone Wzgórze pani Linde (Małgorzata Andrzejak) również przekonuje. Szkoda tylko, że Paweł Kumięga jako pyszałkowaty, ale jednak szlachetny Gilbert nie miał zbyt wielu okazji, żeby ze swoim bohaterem zaistnieć. Choć radził sobie dzielnie.

„Ania z Zielonego Wzgórza” prędko z afisza nie zejdzie. Nie tylko dlatego, że premierowy musical kosztował zbyt dużo pracy i pieniędzy. Głównie z tego powodu, że pokochają go dzieci (szczery dziecięcy śmiech na premierze mówił wszystko), fani książkowej bohaterki, ale też ci, którzy po prostu tęsknią za rodzinnymi wieczorami z szydełkiem i włóczką zamiast przy telewizorze.

Paweł Słupski : GAZETA WYBORCZA Kielce : 2006-05-23

Link do źródła: http://www.archiwum.wyborcza.pl/Archiwum/1,0,4633652,20060523KI-DLO,Niech_nam_spiewa_Ania,.html

Logo Biuletynu Informacji Publicznej