Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Nieśmiertelna mowa nienawiści

19.02.2018

„1946” w reżyserii Remigiusza Brzyka to kolejna propozycja Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Pogrom Żydów staje się punktem wyjścia do rozważań na temat odwiecznej walki: my kontra oni, znane przeciwko obcemu, nasze w opozycji do innych, lepsze, pewne i swojskie w przeciwieństwie do gorszego, podejrzanego, nieznanego.

Tragiczne wydarzenia z 4 lipca 1946 roku w kamienicy przy ulicy Planty 7/9 w Kielcach, podczas których zginęło kilkadziesiąt osób narodowości żydowskiej, są jak niekończąca się historia: niezależnie od upływającego czasu wywołują skrajne emocje, pobudzają wyobraźnię artystów i wywołują burzliwe dyskusje. Jakby zbrodnia dokonana przez Polaków nie mieściła się w naszych patriotycznych głowach
i szukała coraz to innych sposobów na zepchnięcie jej w polską zbiorową nieświadomość. Spektakl „1946” jest kolejną próbą spojrzenia na pogrom kielecki, tym razem z perspektywy współczesnej sytuacji politycznej i… kulturalnej.

Obedrzeć z anonimowości

Próba rekonstrukcji pogromu kieleckiego jest nielinearna i ujęta w umowny nawias. Sztuka rozpoczyna się od sceny, w której polscy turyści zwiedzają miejsce zbrodni. Przewodnik (Dawid Żłobiński) powoli, przyciszonym głosem opowiada ze szczegółami o przeznaczeniu każdego pomieszczenia, włączając w to historie o mieszkańcach i sam przebieg mordu. Ofiary już w tym momencie stają się konkretnymi osobami
z własnym losem, marzeniami i codziennymi sprawami. Nie są tylko „jakimiś Żydami”. Nie są numerkiem jak w obozie czy kłębowiskiem nierozpoznawalnych ciał w zbiorowej mogile. To pozbawianie ofiar anonimowości przybiera na sile wraz z upływem spektaklu. Tomasz Śpiewak, dramaturg i autor tekstu, wplótł w dialogi bohaterów fragmenty ocalałych zapisków (wiersze i niedokończoną sztukę teatralną) Bajli Gertner, która nie przeżyła pogromu. W tle wyświetlane są zdjęcia ofiar. Widzowie muszą im spojrzeć prosto w oczy, stawić czoła ich człowieczeństwu. Pogrom kielecki przestaje być suchym faktem historycznym, co czyni go jeszcze bardziej niewygodnym i trudnym w odbiorze.

Siła plotki

Wydarzenia 1946 roku wywołała pogłoska, że kieleccy Żydzi uprowadzili polskiego chłopca
i przetrzymują go w piwnicy przy kamienicy przy ul. Planty 7/9. Nikt nie próbował dociec prawdy.  Nikogo nie obchodził fakt, że ten budynek nie ma podpiwniczenia. Wystarczyło jedno hasło, jeden gest nienawiści, żeby poruszyć tłum żądny krwi. Matka zaginionego chłopca (świetna w tej roli Magda Grąziowska) wprost nawołuje do publicznego linczu, krzycząc „Bij Żyda!”.

Wydawać by się mogło, że Hitler nie poniósł porażki, a Holokaust wcale się nie skończył. Nie ma się co dziwić, skoro antysemityzm podsycany był wśród Polaków wiele wieków wcześniej. O tym również mówi spektakl „1946”. W jednej ze scen słyszymy fragment „Żywotów Świętych” Piotra Skargi z 1577 roku, opowiadający o cierpieniu niewinnego chrześcijańskiego chłopca, którego torturują bezduszni Żydzi. A warto przy tym wspomnieć, że „Żywoty” były najczęściej czytaną polskojęzyczną książką w dziejach naszego narodu.

Widzowie dowiadują się również o  zamordowaniu przez Polaków czterech mężczyzn żydowskiego pochodzenia, które miało miejsce 11 listopada 1918 roku w budynku teatru w Kielcach, a było efektem, a jakże, plotki, że Żydzi zabili polskiego oficera.

Mamy 2018 rok i nadal jesteśmy świadkami antysemickich zachowań. Co gorsza, mowa nienawiści poszerza zasięg i tyczy się każdego, kto nie jest Polakiem. W mediach aż roi się od niesprawdzonych informacji na temat gwałtów na polskich kobietach dokonywanych przez „ciapatych”, kradzieżach, których dopuszczają się Cyganie czy Ukraińcy. Popadamy w swoistą paranoję: domagamy się niezbitych dowodów, gdy mowa o zbrodni dokonanej przez Polaka, a osoby innej narodowości osądzamy na podstawie anonimowego wpisu na Facebooku.  Poza hasłem „Bij Żyda” coraz głośniej wybrzmiewają: „Precz z Arabami”, „Wybić Cyganów”, „Polska dla Polaków”. Pogrom trwa, zwiększył jedynie swój zasięg.

Mam wrażenie, że przede wszystkim to próbują nam uświadomić twórcy spektaklu. Dlatego też Dagna Dywicka wychodzi z roli Elżbiety i opowiada o samej sobie, o tym, że wcale nie jest z Kielc, ale skoro mieszka w tym mieście od kilku lat, to czuje się w pewnym sensie kielczanką. Ciekawe, ile osób na widowni pomyślało w tym momencie, że jest obca, że przesadza, że lepiej by było, gdyby wróciła do siebie. Znamienny jest również monolog Joanny Kasperek, która próbuje na własny sposób zrozumieć pogrom, ogarnąć mroczną historię i wyciągnąć z niej budujące wnioski na przyszłość. Słowo ma moc: źle wypowiedziane staje się bronią, która rani i zabija. Niezależnie od czasów, każda zbrodnia zaczyna się od zdania przepełnionego nienawiścią. Wiedzą o tym doskonale aktorzy, pracujący słowem na co dzień. Czy rozumiemy to i my?

Lokalna zbrodnia

Pogrom kielecki skutecznie skłócił miejscowe środowisko. Wielu obawiało się, że spektakl „1946” ponownie wywoła burzę, a twórcy będą chcieli umoralniać, stawiać swoje tezy i narzucać jednoznaczną interpretację. Na szczęście tak się nie stało. Sztuka jest wyrazistym głosem w tej sprawie, ale głosem empatycznym, pełnym współczucia, wręcz delikatnym. Jest szkicem teatralnym, który stawia pytania, nie narzucając z góry odpowiedzi. Poruszając kwestie uniwersalne, odchodzi od lokalnych zagadnień, stając się tym samym spektaklem nie tylko dla widzów z Kielc, a dla każdego z nas, któremu zależy na uniknięciu błędów historii.

Ł. B., Made in Świętokrzyskie

źródło: http://madeinswietokrzyskie.pl/niesmiertelna-mowa-nienawisci/

Logo Biuletynu Informacji Publicznej