Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Patriota czy renegat

18.09.2018

Życiorys Józefa Bema, choć obejmujący koniec XVIII i pierwszą połowę XIX wieku, przyrównać można do biogramu niejednego hollywoodzkiego superbohatera. Tak przynajmniej postanowili przedstawić polskiego generała twórcy najnowszego musicalu w Teatrze Syrena.

„100 wskrzeszeń na 100-lecie Polski” – tak brzmi tytuł dość ambitnego, ale też prowokacyjnego projektu kabaretu Pożar w Burdelu. W jego ramach Michał Walczak i Maciej Łubieński zamierzają przypominać sylwetki niekonwencjonalnych polskich patriotów – tych, których losy można przedstawić z wielu perspektyw, niekoniecznie zgodnych z prawicowym modelem patriotyzmu. Nic dziwnego, że na liście wybranych znalazł się Józef Bem – z jednej strony zasłużony generał, artylerzysta, inżynier wojskowy, działacz polityczny, z drugiej zaś nieprzewidywalny indywidualista, którego decyzje i postępowanie budziły często spore kontrowersje. Po upadku powstania listopadowego Bem dołącza do ruchu emigracyjnego i jako uchodźca udaje się najpierw do Niemiec, a później do Francji, następnie w Austrii bierze udział w Wiośnie Ludów, a w 1848 roku staje na czele armii węgierskiej. Kiedy rewolucja na Węgrzech upada, Bem nie traci nadziei i wraz z grupą powstańców przekracza granicę turecką. Wówczas też, aby móc dalej walczyć z Rosją, wstępuje do armii sułtana i przechodzi na islam.

Wszystkie te wątki biograficzne zostają wykorzystane, ale też przetworzone przez nieograniczoną wyobraźnię sceniczną twórców musicalu Bem! Powrót Człowieka-Armaty. Choć spektakl jest koprodukcją trzech teatrów (Pożar w Burdelu, Teatr Syrena i Teatr im. S. Żeromskiego w Kielcach), to jednak prym bez wątpienia wiodą „burdelowicze”. Ich specyficzne poczucie humoru oraz umiejętność wypatrywania absurdów rzeczywistości widoczne są zarówno w samej warstwie fabularnej, jak i inscenizacyjnym kształcie widowiska.

Spektakl rozpoczyna żartobliwa uwertura, która szybko przeradza się w uroczysty pochód związany z obchodami setnej rocznicy niepodległości Polski. Tym osobliwym korowodem, pełnym wskrzeszonych z grobów historycznych postaci, kieruje docent Zgliszczak (Wojan Trocki) – postać dobrze znana bywalcom przedstawień burdeltrupy. Sama Polska znajduje swe ucieleśnienie w postaci uroczej dziewoi w ludowym stroju i dużym czerwonym czepcu z kwiatów (znakomita wokalnie Magdalena Placek-Boryń). W pochodzie brakuje jednak Józefa Bema – ten spędza bowiem swe pozagrobowe życie w islamskim raju w otoczeniu pięknych hurys. Pierwsza ekshumacja zwłok polskiego generała kończy się fiaskiem – zamiast niego do Polski przywieziony zostaje niejaki Aziz z Aleppo. Wątek islamski staje się poniekąd motywem przewodnim musicalu, co znajduje swe odzwierciedlenie nie tylko w najbardziej wywrotowych fragmentach biografii Bema, zręcznie skomponowanych w całość przez Macieja Łubieńskiego (scenariusz) i Jacka Mikołajczyka (dramaturgia), ale także w muzycznej warstwie spektaklu (Wiktor Stokowski), w tkankę którego wplecione zostały orientalne melodie.

Muzyczna i pośmiertna podróż Bema (w tej roli Łukasz Wójcik) przez kolejne rozdziały historii Polski nie rozpoczyna się co prawda ani wątkiem patriotycznym, ani też narodowym. Za to w kolejnych częściach spektaklu takich motywów nie brakuje. Na drodze Bema stają bowiem między innymi Mieszko i Dobrawa, Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Jakub Lelewel, a nawet sam Adam Mickiewicz, któremu Bem udziela literackich wskazówek. Nie zabraknie też największego wroga, a zatem cara Mikołaja I (znakomita kreacja aktorsko-wokalna Przemysława Glapińskiego). Konfrontując Józefa Bema z innymi postaciami historycznymi, twórcy musicalu próbują nie tylko ożywić portret polskiego generała, ale przede wszystkim nadać mu ludzką twarz, ukazać jego domniemane zalety i słabości. Konstruują wizerunek tyleż bohatera, co renegata, indywidualisty i odmieńca. Łukasz Wójcik wcielający się w tytułową postać doskonale wyczuwa te zmiany nastrojów – od Bema wojownika, stratega i miłośnika armat przechodzi gładko do Bema romantyka, wrażliwca, kosmopolity i sojusznika pokrzywdzonych.

Najciekawsze w spektaklu są te sceny, które silnie korespondują z naszą współczesnością. Udział generała w powstaniu węgierskim zestawiony zostaje z kwestią, która najbardziej łączy dziś Polskę i Węgry na arenie politycznej, niestety w mało chlubny sposób. Sam wątek emigracyjny, stanowiący istotną część biografii Bema, powraca nieustannie w wielu scenach musicalu. „Historio, czy ty nie masz serca?” – zaśpiewa żałośnie bohater Łukasza Wójcika, kiedy dowie się, jaki stosunek do uchodźców ma współczesna Polska. Takich gorzko-humorystycznych wstawek jest w scenariuszu Łubieńskiego dużo więcej. Oczywiste skojarzenia i natychmiastową reakcję widzów budzi chociażby kilkakrotnie powtarzana fraza towarzysząca ekshumacji przodków: „to nasz sport narodowy, otwierajmy śmiało groby”.

W Bemie!… Teatru Syrena porządki czasowe nieustannie mieszają się ze sobą, tworząc rozbudowany historyczny kolaż, którego hasłami przewodnimi stają się „Polska” i „niepodległość”. Postać Józefa Bema pełni rolę łącznika pomiędzy różnymi planami akcji. Ich zestawienie zaskakuje nierzadko trafnością powiązań, innym razem bawi absurdalnością prezentowanych wizji Polski przeszłej i teraźniejszej. Choć Bem!… Walczaka i Łubieńskiego nie jest typową lekcją historii ani też laurką „ku czci”, to jednak spektaklowi nie można odmówić potencjału dydaktycznego – szczególnie zaś w sferze poszukiwania analogii między naszą narodową historią i współczesnością.

O lekkości formy – mimo poważnego, patriotycznego tematu – decyduje muzyka Wiktora Stokowskiego, stanowiąca znakomite połączenie rozmaitych tradycji muzyki rozrywkowej od jazzu przez rock aż po orientalny pop. Uwagę zwraca także doskonałe przygotowanie muzyczne zespołu wokalnego i instrumentalnego. Duża emocjonalność i swoboda w wykonywaniu aktorskich partii solowych skontrastowana zostaje z niezwykłą precyzją wokalną i ruchową widoczną w zbiorowych songach. Zespół muzyczny – mimo niewielkiego czteroosobowego składu (Marcin Wippich, Marcin Jadach, Bolo Jezierski, Wiktor Stokowski) – również poradził sobie znakomicie, grając z tą samą energią i bez żadnej przerwy aż do końca spektaklu. Bem!… w warszawskiej Syrenie to zatem bardzo udany sceniczny eksperyment, który pokazuje, że musical historyczny w Polsce ma w końcu szansę rzeczywiście zaistnieć jako gatunek.

Magdalena Figzał-Janikowska, teatralny.pl

Logo Biuletynu Informacji Publicznej