Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Patrz na sufit

05.07.2017

XVII Festiwal Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej „Dwa teatry” w Sopocie. Pisze Kamila Łapicka w tygodniku wSieci.

19-21 czerwca Sopot zamienił się w siedzibę Dwóch Teatrów. To święto Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji.

Dopisała słoneczna pogoda początku lata, dopisali twórcy i publiczność. Teatromani mieli okazję wziąć udział w spotkaniach z aktorami, m.in. z Ewą Dałkowską i Olgierdem Łukaszewiczem, laureatami Wielkiej Nagrody Festiwalu Dwa Teatry 2017. Mogli też obejrzeć i usłyszeć premiery z całego sezonu, wśród nich słuchowisko „Lilia Weneda” Juliusza Słowackiego w reżyserii Dariusza Błaszczyka, które zdobyło Grand Prix w konkursie radiowym.

Na festiwalu zaprezentowano także spektakle archiwalne (odbył się miniprzegląd twórczości Josepha Conrada, patrona roku 2017) i przedpremierowe – po raz pierwszy pokazano przedstawienie „Rachela” na podstawie „Pism z getta warszawskiego” Racheli Auerbach. Telewizyjna emisja monodramu Jowity Budnik w reżyserii Iwony Siekierzyńskiej jest planowana na wrzesień. Nie ma widza, którego zapiski kierowniczki gettowej kuchni pozostawiłyby obojętnym.

Kolejnym ciekawym pokazem był „Breakout” – spektakl Ewy Pytki na podstawie dramatu Wojciecha Tomczyka, którego bohaterem jest pisarz plagiator. Podczas spotkania autorskiego na prowincji odmawiają mu posłuszeństwa wszystkie zdobycze cywilizacji i następuje tytułowe zerwanie ze światem. Wtedy się okazuje, że nic nie smakuje tak dobrze jak rozmowa z drugim człowiekiem. Podczas spotkania z publicznością Tomczyk przypomniał, że jeszcze nie tak dawno była to norma, telefon był zaś narzędziem szlachetnej komunikacji, a nie zawracania głowy. Z widowni padło pytanie, czy tekst jest rodzajem podręcznika „Jak zostać celebrytą?” Tomczyk odparł, że niekoniecznie, ale może się skusi na napisanie osobnej sztuki na ten temat. Jedyne, co go powstrzymuje, to konieczność zebrania własnych doświadczeń.

Ostatni dzień festiwalu upłynął pod znakiem samotności kobiety. Samotna w gąszczu mężczyzn była Ewa Pobratyńska z „Dziejów grzechu” [na zdjęciu] Stefana Żeromskiego w rewelacyjnej interpretacji Magdy Grąziowskiej. Kontrowersyjna postać, która w ciągu dwóch godzin odbywa drogę od niewinności do upadku, jest ofiarą miłości. Po projekcji spektaklu Michała Kotańskiego jedna pani na widowni powiedziała drugiej, że w życiu trzeba się kierować rozumem, nie sercem. Nie jestem pewna, czy to najlepszy pomysł na sztukę teatralną, a co dopiero na życie. Aby wyrobić sobie własne zdanie, można się udać do Kielc, przedstawienie nadal jest grane na jedynej w mieście scenie.

Samotne i solidarne były natomiast bohaterki tragikomedii „Posprzątane” Sarah Ruhl (reż. Agnieszka Lipiec-Wróblewska) i to one sprawiły, że spektakl otrzymał Grand Prix dla najlepszej realizacji telewizyjnej. Amerykańska autorka napisała cztery rewelacyjne role kobiece zagrane przez kwartet: Agata Kulesza, Aleksandra Konieczna, Dominika Kluźniak, Wiktoria Gorodeckaja, oraz jedną rolę męską, za którą Piotr Adamczyk odebrał nagrodę dla najlepszego aktora festiwalu. Ruhl wyposażyła też swój tekst w wiele bon motów („Jeśli podłoga jest brudna, patrzę na sufit. Jest zawsze czysty”) i nadała powiedzeniu „umrzeć ze śmiechu” nowy wymiar. Jego istotą jest jednak spiritual cleaning – oczyszczanie sfery ducha dużo ważniejsze niż regularne ścieranie kurzu. Choć z drugiej strony jedna z bohaterek wyznaje: „Jeśli się nie sprząta, to skąd wiadomo, czy dokonało się w życiu jakiegoś postępu? Kurz nieustannie robi postępy. Kocham kurz. Potem ja ten kurz usuwam. I to jest postęp”.

Kamila Łapicka, wSieci

link do źródła: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/244707.html

Logo Biuletynu Informacji Publicznej