Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Po premierze…

13.06.2017

Wizytę w teatrze na „Opowieściach lasku wiedeńskiego” polecam wszystkim, którzy lubią obserwować pierwsze kroki na scenie młodych aktorów zastanawiając się, kto ma szanse na zaistnienie i wybicie się w teatralnym lub filmowym świecie.

Opowieści są bowiem spektaklem dyplomowym IV roku krakowskiej PWST. Michał Kotański, reżyser zaproponował studentom wystawienie sztuki austriackiego autora Odona von Horvatha. Chociaż napisana w latach 30. ubiegłego wieku w wielu aspektach jest komentarzem do naszej, współczesnej rzeczywistości. Horvath jak to artystom się zdarza wizjonersko opisał ku czemu zmierza świat, bo przecież sztuka powstała jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy.

Opowieści są bowiem spektaklem dyplomowym IV roku krakowskiej PWST. Michał Kotański, reżyser zaproponował studentom wystawienie sztuki austriackiego autora Odona von Horvatha. Chociaż napisana w latach 30. ubiegłego wieku w wielu aspektach jest komentarzem do naszej, współczesnej rzeczywistości. Horvath jak to artystom się zdarza wizjonersko opisał ku czemu zmierza świat, bo przecież sztuka powstała jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy. Pokazany jest w niej rodzący się nazizm, panowanie doktryn, które zastępują tradycyjną moralność. Horvath stawia na scenie galerię ludzi pogubionych, krzywdzących nawet najbliższych, każdy potrafi zamienić się w potwora: ojciec wyrzuca z domu córkę, bo ta dla miłości zrezygnowała z wybranej partii, babcia nie cofnie się przed zamordowaniem dziecka ukochanego wnuka, bo to bękart, a wszyscy są wierzącymi w Boga, porządnymi ludźmi. Ze sceny padają kwestie, które powinny wywoływać gorącą reakcję publiczności. Tak się jednak nie dzieje. Spektakl, zwłaszcza w pierwszym akcie ciągnie się, ze sceny wieje nudą. I to jest najgorsze, że nie budzi emocji. Można by sekundować Mariannie, która buntuje się przeciwko zastanemu porządkowi i współczuć, kiedy przegrywa w starciu z bezwzględnie traktującym odszczepieńców społeczeństwem. Czegoś jednak zabrakło by poruszyć serce.

Sceny w kabarecie, gdzie Mariana stara się zarobić na chleb dla siebie i dziecka, przywołują te znane z filmu – kultowego „Kabaretu” Boba Fossa i niestety porównanie to nie jest korzystne dla sztuki. Czasami wydawało się, że to szkolne przedstawienie, ale może to tylko efekt tego, że od premiery w marcu w Krakowie minęło sporo czasu. Z pewnością każdy widz będzie miał swój typ, wybierze aktora, który zapadł mu w pamięć. Dla mnie jest to Jan Marczewski grający dwie krańcowo różne postacie: rotmistrza i księdza . Interesująca jest scenografia Barbary Hanickiej, która karuzelę zamieniła w scenę obrotową.

Lidia Cichocka, Echo Dnia

link do źródła: http://www.echodnia.eu/swietokrzyskie/kultura/a/opowiesci-lasku-wiedenskiego-po-premierze-w-kieleckim-teatrze,12124312/

Logo Biuletynu Informacji Publicznej