Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Polityczność ciała. Cielesność polityki

26.08.2016

A gdyby tak zakpić sobie z historii i pokazać wreszcie jej bardziej ludzkie, indywidualne oblicze? Co by się stało, gdyby losy XVIII-wiecznej zmaskulinizowanej Europy opowiedzieć z perspektywy (o zgrozo! czy to przystoi?) kobiety? A nawet zastosować koncept jeszcze śmielszy – pokazać ludzką twarz carycy Katarzyny II? Duet teatralny Janiczak/Rubin miał odwagę, połączoną z olbrzymim dystansem do narodowych świętości, odpowiedzieć na te pytania. I stworzyć Carycę Katarzynę – spektakl bezlitosny wobec wyświechtanych prawideł historii.

Wszystko zaczyna się od brudnych podpasek z napisem „fuck me” przyklejanych przez młodą Zofię (która niebawem przyjmie prawosławne imię Katarzyny i stanie się „z łaski Bożej imperatorową i samowładczynią Wszystkich Rusi, Moskwy, etc., etc.”) do krwawej kurtyny Teatru Polskiego w Poznaniu. Pomysł to przewrotny, ale i w swym okrucieństwie prawdziwy. Przecież kobiety na polu historii zaczynały znaczyć coś dopiero z chwilą uzyskania dojrzałości płciowej. A krew zwiastowała możność wydania na świat potomka. Duet Jolanta Janiczak (dramatopisarka) i Wiktor Rubina (reżyser) od pierwszych scen spektaklu uświadamia nam, jaki punkt ciężkości historii i polityki chce nam pokazać. Widz zostaje więc zmuszony do konfrontacji z cielesnością, rozumianą tu na szereg rozmaitych, anektujących tożsamość i intymność, sposobów.

Katarzyna II (niesamowita, przechodząca na scenie fenomenalną metamorfozę Marta Ścisłowicz) to towar sprzedany przez własną matkę na rosyjski dwór. Ślub staje się targiem, a sama Katarzyna potraktowana jest jak klacz, której patrzy się przed zakupem nie tylko w zęby (istnieje nawet możliwość jazdy próbnej, by uniknąć rozczarowania trefnym nabytkiem). Kupcem zostaje Elżbieta Romanowa, umierająca powoli na trawiący jej ciało nowotwór, przerażona starością i jej konsekwencjami. Od Katarzyny wymaga jednego – by dała Rosji potomka. Zadanie to karkołomne – wszak Piotr III (fascynująco odrażający Wojciech Niemczyk) ma sadomasochistyczne zamiłowania, a przyszłą carycą gardzi, bo ta, nie potrafi dobrze śpiewać. Początkowo Katarzyna bezwolnie poddaje się tej upokarzającej sytuacji, wyznając z pokornym rozczarowaniem mężowi, iż „nie mają z siebie wyjścia”. W pewnym momencie jednak nie wytrzyma, nie będzie w stanie dłużej grać narzuconej jej roli ciała bez osobowości. Ciała na sprzedaż. Ciała publicznego. Wreszcie stanie się Kimś.

W tym zbudowaniu tożsamości pomoże jej Stanisław August Poniatowski – zabawka podarowana Katarzynie na pocieszenie. Nadmienić tu należy, iż dawno nie było na polskiej scenie postaci tak genialnie zarówno skonstruowanej, jak i zagranej. Nosiński kolejny raz (po niesamowitej roli Guślarza w Dziadach Rychcika) pokazuje nam wachlarz swoich możliwości. Jego Stanisław August Poniatowski to tani lowelas, z pięknym kresowym „ł” i hitami Ałły Pugaczowej na podorędziu. Rubin celowo kontrastuje tu naiwnego, rozczulającego w swej niewinności Polaka, z wzbudzającym niechęć, okrutnym (choć przymiotnik ten wydaje się tu nieco banalny i nie pasuje do złożoności charakteru postaci) Piotrem III. Katarzyna wybiera Poniatowskiego. Wybór ten stanie się dla niej impulsem do stworzenia własnej wizji władzy. Caryca widziała już wiele błędów swoich poprzedników. I nie zamierza ich znów powtarzać.

Władza jest tu przekazywaną, a raczej zrywaną sobie nawzajem z głów, peruką. Piotr zabiera ją Elżbiecie, Katarzyna – Piotrowi. A ci, którzy umierają, czy to w wyniku intryg, czy chorób, są wynoszeni ze sceny w „ruskich” torbach bazarowych, rodem z czasów przemian ustrojowych. Jednakże, to dopiero Katarzyna potrafi wykorzystać to, co zaprzepaścili jej poprzednicy. Im bardziej tłamszona i sprowadzana jedynie do roli ciała, tym mocniej akcentuje swoją indywidualność po zabójstwie męża, do którego odczuwała pogardę. Wcześniej niemalże naga, teraz nakłada suknię konwenansów, by pozornie zmylić swych podwładnych. Rozbiór Polski jest tu rozdawaniem nadmiaru garderoby – każdy dostanie swoją torbę. I choć Katarzyna sprzedaje i wyzbywa się jakiegokolwiek wstydu (zmuszając widza do bezpośredniego obcowania z jej ciałem, wymagając od niego podjęcia decyzji pod presją wzroku innych), to nadal potrzebuje kogoś, kto nią pokieruje. W tej krainie szaleństwa pomaga jej przetrwać Alicja z Krainy Czarów. Dzięki niej Katarzyna może zachować w sobie odrobinę niewinności, nie utracić całkowicie swej tożsamości na rzecz znienawidzonego i obcego kraju. Uświadomić nam, że pod fasadą krzyku i rozkazów wciąż ukrywa się kilkunastoletnia, sprzedana niegdyś przez matkę, Zofia.

Spektakl Rubina i Janiczak fascynuje, bawi, ale i zohydza mechanizmy historii i polityki, przez co ma się wrażenie, że wszystko od początku do końca jest tu świetnie dopracowane: scenariusz, który zaskakuje złożonością, bawi, irytuje, zmusza do pogłębionej refleksji; scenografia (ukłony dla Mirka Kaczmarka), składająca się ze strojów z epoki, podwieszonych pod sufitem, mająca sugerować, że będziemy mieć do czynienia jedynie z nagimi, pozbawionymi jakiegokolwiek (dosłownie i w przenośni) okrycia postaciami; muzyka (kto nie kocha Kate Bush?), będąca popkulturową kliszą.

Wreszcie pozbawiono Katarzynę łatek i łat, przyczepianych do jej osoby przez wieki. Taką carycę da się lubić. I takiej carycy się współczuje. I niech to będzie ostateczny wyraz aprobaty dla spektaklu duetu Janiczak/Rubin.

Natalia Dyjas : www.teatralia.com.pl : 2015-06-03

Link do źródła: http://www.teatralia.com.pl/politycznosc-ciala-cielesnosc-polityki/

Logo Biuletynu Informacji Publicznej