Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Premiera „Szalonych nożyczek” w kieleckim teatrze

16.10.2018

Jak ożywić starą farsę, sprawić, by żarty nie smakowały jak odgrzewane kotlety, nawet jeśli je znamy? Przed takim zadaniem stanął Jerzy Bończak podejmując się reżyserowania „Szalonych nożyczek”, farsy Paula Pörtnera w kieleckim teatrze.

To farsa legendarna, od wielu lat obecna na bardzo wielu scenach teatralnych jednak upływ czasu mógł zamienić ją w ramotkę tyko trochę odkurzoną. Nie zamienił, ponieważ Bończak to specjalista od fars a do dyspozycji miał bardzo sprawny zespół aktorów i inteligentną publiczność. To ważne, bo bez spostrzegawczych, dociekliwych i z poczuciem humoru widzów ta sztuka nie wybrzmiałaby salwami śmiechu.

Paul Portner uznał, że do dobrej zabawy trzeba dwojga i nie wystarczy opowiadać zabawną historię, warto zaprosić publiczność do udziału w tworzeniu jej. Dlatego w pierwszym akcie sztuki widzowie poznają klientów salonu Szalone nożyczki i jego właściciela Toniego Wziętego. Obserwują ich wzajemne interakcje do momentu zabójstwa ekscentrycznej, mieszkającej nad salonem pianistki. Od pojawienia się na scenie policjantów widzowie stają się świadkami, proszeni są o pomoc w prowadzeniu śledztwa, a w drugim akcie wręcz o wskazanie winnego.

Dołączanie do gry kolejnych osób sprawia, że zabawa się rozkręca. Aktorzy muszą reagować, odcinać się, punktować pytających zwiększa się krąg osób, z których można się pośmiać.
Świetnym zabiegiem było umiejscowienie salonu w Kielcach i wplatanie lokalnych akcentów: komisarz mieszka w Kostomłotach II, a pani Dąbek stwierdza, że nie jest tak zdesperowana by zadawać się z facetem z Czarnowa. Publiczność przyjmowała te zwierzenia salwami śmiechu, rozbawiły ją koty Toniego, zwłaszcza Jarek z kulawym kolankiem.

Nawet, jeśli dla aktorów te interakcje z widzami nie były łatwe, wymagają wszak refleksu i natychmiastowych ripost, to wszyscy radzili sobie z nimi świetnie. Na premierowym spektaklu oklaskiwano Dawida Żłobińskiego jako Toniego, Teresę Bielińską ( pani Dąbek), Beatę Pszeniczną w roli fryzjerki, Jacka Mąkę (handlarz antykami), Andrzeja Platę(komisarz) i Bartka Cabaja, policjanta którego stwierdzenie „16.30 po południu” zostanie z nami na długo. Oklaskiwano też redakcyjną koleżankę, Annę Krawiecką z Echa Dnia, która z taką dociekliwością zadawała pytania iż komisarz zaprosił ją na scenę by sama zadzwoniła szukając dowodów winy.

Widzowie premierowego spektaklu wskazali winnego, jednak na dwóch wcześniejszych pokazach, publiczność mordercę widziała w kimś innym. Można więc na „Szalone nożyczki” iść kilka razy by zobaczyć alternatywne zakończenie. Można to zrobić także dlatego, by sprawdzić jak w konfrontacji z widzami radzą sobie: Joanna Kasperek, Mirosław Bieliński i Łukasz Pruchniewicz, którzy występują na przemian z Teresą Bielińską, Jackiem Mąką i Bartłomiejem Cabajem.

„Szalone nożyczki” to sprawnie i w dobrym tempie zrobiona farsa, można jej wróżyć powodzenie, bo kto nie lubi śmiać się beztrosko a następnego dnia nie pamiętać nawet z czego się śmiał?

Lidia Cichocka, Echo Dnia

 

Logo Biuletynu Informacji Publicznej