Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Publiczność zachwycona

27.08.2016

Gromkie barwa rozlegały się niemal po każdym utworze, a publiczność wyszła ubawiona z premierowego spektaklu „Kpiny i kpinki” w reżyserii Mirosława Bielińskiego, który zadebiutował w nowej roli.

Zadebiutował udanie a zadanie miał o tyle łatwiejsze, że materiał po który sięgnął był z tych z najwyższej półki. Teksty Mariana Załuckiego i Wojciecha Młynarskiego pełne ironii, dowcipu, inteligentne, bawiące się słowem, to coś co nie często się spotyka.

Z tychże tekstów udało się Bielińskiemu ułożyć nie tyle opowieść, co raczej kabaretowy spektakl ze skeczami zaśpiewanymi, wyrecytowanymi, odtańczonymi. W dobrym tempie i z wdziękiem. Kpiono z nas Polaków, naszych przywar a ilość tekstów poświęconych alkoholowi była tak duża, że spektakl z powodzeniem mogłaby sponsorować komisja przeciwdziałania alkoholizmowi.

Każdy z obecnych na scenie aktorów błysnął talentem komediowym dostając zasłużone barwa. Udanych numerów było wiele, ale warto zwrócić uwagę na. Teresę Bielińską jako żonę bijącą męża, Łukasza Pruchniewicza jako faceta z szajbą, Artura Słabonia – wolnego mężczyznę, Michała Węgrzyńskiego proszącego by dziewczyny były dla niego dobre na wiosnę czy Mirosława Bielińskiego polecającego operację plastyczną przy pomocy dwóch chirurgów: myślenia i oczytania.
W przeciwieństwie do poprzedniej awangardowej premiery (Joanna Szalona; królowa) Kpiny i kpinki są pozycją z klasyki gatunku, lekką, zabawną i nie głupią. Są wytchnieniem po chamowatych kabaretach. Niektóre teksty wydają się ramotkowate, ale większość jest zdumiewająco aktualna – pochodzą przecież lat 50 i 50 ubiegłego wieku. Uroku spektaklowi dodaje muzyka na żywo grana przez Zbigniewa Lamparta, scenografię stworzyli Iwona Jamka i Tomasz Smolarczyk, a ruch sceniczny zaprojektował Kazimierz Knol.

Lidia Cichocka : ECHO DNIA

Logo Biuletynu Informacji Publicznej