Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Publiczność zaczepiona

18.06.2018

Gdy rozmawiałem z Mają Kleczewską dla Onetu przed grudniową premierą „Golema”, zapowiadała ona również kolejne projekty. W „Pod presją” w Katowicach chciała przyjrzeć się z bliska swojej – i autora filmowego pierwowzoru, Johna Cassavetesa – bohaterce, a przez nią także sobie samej. Wyszło przejmująco. Spektakl Teatru Śląskiego zalicza się bezdyskusyjnie do najważniejszych wydarzeń sezonu. Kolejną pracę artystka zaplanowała w Kielcach, chcąc skierować reflektory w drugą stronę: przyjrzeć się nam, publiczności. Chciała, by „Jak wam się podoba” to był Szekspir ironiczny, podstępnie dotkliwy.

Tym razem jednak skończyło się na hybrydzie między dramatem oryginalnym a scenariuszem spektaklu, który na jego podstawie napisała sama Kleczewska wraz ze swym stałym dramaturgiem Łukaszem Chotkowskim. Chyba zabrakło też czasu, by przedstawienie nabrało właściwego kształtu, wybrzmiało z pełną siłą, a może także spojrzenia z zewnątrz, pozwalającego odcedzić dobre pomysły inscenizacyjne od tych całkowicie poronionych. Kleczewska odwraca perspektywę.

Zajmujemy miejsca na scenie Teatru Żeromskiego, aktorzy zaś będą grać na olbrzymim pleksiglasowym podeście umieszczonym nad miejscami, gdzie zwykle zasiadają widzowie. Ale nie tylko tam, gdyż akcja obejmuje również balkony, z daleka widzimy przemykające po teatralnych korytarzach cienie wykonawców. W samych obrazach przedstawienie wygląda efektownie, ale ta feeria atrakcji dość szybko nuży i obojętnieje. Tym bardziej, że nie ma w kieleckim Szekspirze mocno zarysowanych ról. Aktorzy grają ofiarnie, w czysto fizycznych często zadaniach wylewają z siebie siódme poty. Uwagę przyciągają niektóre postaci (Rozalinda Marty Ścisłowicz, Febe Magdy Grąziowskiej ukazana jako android, poniewierany przez brata Orlando Bartłomieja Cabaja), ale nie przekłada się to na wizerunek całości. Ta bowiem tonie w mniejszych i większych prowokacjach, w kompletnym odrętwieniu odbieranych przez publiczność. Jeśli Maja Kleczewska chciała ją wzorem Petera Handkego zwymyślać, zdecydowanie zamiar spalił na panewce. Skończyło się jedynie na niegroźnych zaczepkach, jałowym, bezbolesnym podszczypywaniu.

Zaczyna się od sceny między Orlandem a Oliwierem (Wojciech Niemczyk). Ten drugi je zupę, odtrąca głodnego brata. Orlando mówi z trudem, żebrze o posłuchanie, Oliwier wyzywa go od debili, następnie obrzuca stekiem najgorszych wyzwisk. Rozgrywka między braćmi trwa jednak nie w tzw. realu, ale w grze komputerowej, na opuszczonym przed scenę ekranie. Znak to, że zdaniem Kleczewskiej i Chotkowskiego Szekspirowska rzeczywistość już przestała istnieć, możemy zapomnieć o Lesie Ardeńskim i tym podobnych. Ich miejsce zajął świat wirtualny – bliski, podstępny, bo od siebie uzależniający. Tyle że w dalszej części inscenizacji autorom nie udaje się wyjść poza tę niezbyt skądinąd odkrywczą konstatację. Spektakl – jak już czasem u tej artystki bywało – gubi nadmiar koncepcji, tricków i obrazów. Postaci przybierają kolejne maski, groza ma mieszać się ze śmiesznością, ale tak się nie dzieje.

Zbudowany tym razem przez Kleczewską teatralny wehikuł nie działa, wydaje się zanadto hermetyczny, nie nawiązuje kontaktu z widownią. Dlatego przedstawienie płynie martwo aż do finałowej kulminacji, jaką jest wielominutowa sekwencja zapasów między zawodnikami LKS Znicza Chęciny a aktorami. Wszystko dlatego – tak rozumiem, zapewne upraszczając – że w kieleckim „Jak wam się podoba” wszystko ze wszystkim bierze się za bary. I wszystko jest podwójne – płeć, tożsamość, seksualność. Nie bez przyczyny akurat w tym dramacie autor „Hamleta” podkreśla androgyniczne cechy bohaterów. Kleczewska chce iść dalej, w końcu jesteśmy w czasie wszechogarniającej ambiwalencji, ostatecznego zamazania norm. Wiemy to jednak i bez jej przedstawienia, a ona sama zatrzymuje się w pół kroku. Może go zrobi następnym razem. Poczekajmy.

Jacek Wakar, Onet Kultura

Logo Biuletynu Informacji Publicznej