Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Ramota? Gwałty, prostytucja i dzieciobójstwo nie zniknęły w XXI wieku

27.08.2016

Adaptację melodramatu Stefana Żeromskiego „Dzieje grzechu” w kieleckim teatrze można by było – ku przestrodze – polecać nastolatkom – w XXI wieku młode kobiety wciąż przez własną naiwność oraz złych lub głupich mężczyzn wpadają w poważne tarapaty. Ale polecić im spektaklu nie można ze względu na brutalne sceny gwałtu i gołe pośladki.

Początek pierwszego aktu owszem trąci myszką. Pobożna Ewa Pobratyńska (Magda Grąziowska), ubrana niby mniszka i rozmodlona, pojawia się w sielsko-anielskiej, arcypolskiej (i bardzo dobrej) scenografii: są rosochate wierzby głowiaste, kapliczka, pada śnieg. Ale już antyklerykalne i antyrodzinne kwestie Łukasza Niepołomskiego (Andrzej Plata) brzmią współcześnie. – Ponieważ jestem katolikiem, mój los nie zależy ode mnie, tylko od faceta w sukience – pada chociażby ze sceny. Pierwszy akt poprowadzony jest „po bożemu”. O zbliżeniu kochanków dowiadujemy się od narratora. W pamięci pozostaje scena w fabryce.

Diametralnie inny obraz pojawia się w drugim akcie: pluszowe kanapy, palmy, mężczyźni-goryle. A reżyser Michał Kotański nie szczędzi widzom scen brutalnego seksu i gołych pośladków, głównie męskich. Potwierdza swoją tezę, że Żeromski znęca się nad swoją bohaterką, jak czynił to Lars von Trier w „Przełamując fale” czy „Dogville”. Mężczyźni nie mają dla Ewy litości – „Nikomu nie żal pięknych kobiet” – jak pisała Agnieszka Osiecka.

Aktorzy dobrze wywiązali się z trudnego zadania. Obecna na premierze odtwórczyni głównej roli w filmowej adaptacji „Dziejów grzechu” sprzed 40 lat Grażyna Długołęcka pogratulowała Grąziowskiej roli. – Podziwiałam jej emocje, bardzo ładnie poprowadzoną rolę, to ciekawa osobowość. My mieliśmy łatwiejszą rzecz, musieliśmy się kilku zdań nauczyć, a tutaj trzeba było prawie trzy godziny przechodzić tę ewolucję, być szarpaną, tarmoszoną – powiedziała. Ale zaznaczyła, że jeśli chodzi o odwagę, to jej Ewa sprzed 40 lat jest górą. – Wtedy było niemożliwością nawet używanie brzydkich słów w telewizji, kultura była bardziej zamknięta i ograniczona pewnymi normami. Natomiast tutaj zobaczyłam, że można Ewę trzy godziny grać i ją stworzyć. U nas tworzył ją i operator, i reżyser, i rekwizyt. Te sceny erotyczne są zawsze ciężkie, szczególnie dla kobiety – wyznała. Jej zdaniem sztuka jest bardzo współczesna. – Nieraz nieszczęśliwa pierwsza miłość do despotycznego mężczyzną może uczynić z kobiety strzęp. Na szczęście teraz można szukać oparcia, poskarżyć się – dodała.

Agnieszka Gołębiewska : Wyborcza Kielce : 2014-12-21

Link do źródła: http://kielce.gazeta.pl/kielce/1,47262,17167402,Ramota__Gwalty__prostytucja_i_dzieciobojstwo_nie_zniknely.html

Logo Biuletynu Informacji Publicznej