Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Samotność odkrywana

27.08.2016

„Samotność pól bawełnianych” w reż. Radosława Rychcika z Teatru im. Żeromskiego w Kielcach na Festiwalu Boska Komedia w Krakowie. Pisze Agata Piecuch na portalu netbird.pl.

W nowej aranżacji „Samotności pól bawełnianych” Radosław Rychcik pokazuje samotność, wobec której stajemy nadzy i bezbronni.

W ramach Festiwalu Boska Komedia, drugi już raz pokazano najciekawsze spektakle teatralne ubiegłego sezonu. Jednym z nich była „Samotność pól bawełnianych” w reżyserii Radosława Rychcika (Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach), którą można było zobaczyć 9 grudnia w Teatrze Bagatela (Scena na Sarego).

„Samotność pól bawełnianych” Bernarda-Marie Koltesa to – jeśli nie brzmi to zbyt komicznie – klasyka światowego postmodernizmu. Widz spotyka się w niej z – jakby powiedział Jung – archetypiczną sytuacją. Oto widzimy dealera, który chce jak najlepiej coś sprzedać i klienta, który choć opiera się urokom sprzedawcy, wiem doskonale, że musi coś kupić. Uniwersalność dramatu polega na tym, że nigdy nie dowiemy się co jest towarem oraz czy do transakcji w ogóle doszło. Bohaterowie trwają w przestrzeni ciemnego przedmieścia – jakby czekali na Godota – zapętleni w czasie i przestrzeni. Wydaje się, że tak otwarta fabuła wymaga scenicznego dookreślenia, konkretnej interpretacji.

Rychcik głównym tematem swojego przedstawienia uczynił bliskość dwóch osób – ich fizyczną od siebie zależność. Dwuznaczna propozycja sprzedaży staje się tutaj próbą ucieczki przed samotnością. Interakcja pomiędzy dwoma bohaterami dramatu, również intymnego dramatu psychicznego, rozgrywa się w absurdalnych oparach muzyki i światła rodem z dyskoteki. Należy tutaj dodać, że oprawa muzyczna zespołu Natural Born Chillers jest świetnym chwytem, który hipnotyzuje widzów i wciąga w wir wydarzeń. Z drugiej strony, to muzyka stanowi przerywnik w długich monologach.

Zarówno dealer (świetna rola Wojciecha Niemczyka) jak klient (Tomasz Nosinski) prowadzą specyficzną grę. Choć udają, że nie są sobie potrzebni – wszak reprezentują skrajne postawy – okazuje się, że w tej dwoistej relacji (podaż-popyt) są ze sobą nierozerwalnie połączeni. Wzajemne szantaże i gierki służą tylko temu, aby przedłużyć sytuację rozmowy. Obydwu bohaterów dramatu łączy bowiem pożądanie, w jego najbardziej fizjologicznym aspekcie.

Rychcik nazywa swój teatr „histerycznym” i faktycznie, coś w tym jest. Rozedrgane sylwetki i głosy pojawiające się w oparach dymu, podrygują jak pacynki w kukiełkowym szale. Kiedy głos zawodzi i unosi się na granicę wytrzymałości, przechodzi w skowyt. Spektakl robi dzięki temu piorunujące wrażenie. Gra obydwu aktorów, szczególnie dealera, jest majstersztykiem, którego nie sposób przecenić.

Chwaląc spektakl nie można jednak zapomnieć o jego negatywnych stronach. O ile transowa muzyka Natural Born Chillers jest atutem całości, o tyle projekcja wideo (stworzona przez Martę Stoces) jest nadmiarem, który męczy i zniechęca. Twórcy przedstawienia zbyt jasno określili w niej temat, który przez to traci swój metafizyczny sens. Podobnie, choć można zarzucić mi pruderię, niepotrzebna okazała się scena, w której klient rozbiera się do naga. Przez to właśnie spektakl przeradza się w opowieść o tym, jak nam jest źle na świecie, ponieważ sami jesteśmy źli. To zbyt płytkie.

Ogólnie można jednak stwierdzić, że „Samotność pól bawełnianych” Rychcika to bardzo dobry teatr. Gdyby pozbawić spektakl ostatnich piętnastu czy dwudziestu minut mielibyśmy do czynienia z przedstawieniem prawdziwie wspaniałym.>

Agata Piecuch : www.netbird.pl

Logo Biuletynu Informacji Publicznej