Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Skandalu nie było

28.08.2016

Pierwszą sztuką pokazaną w tym sezonie na dużej scenie teatru im. Żeromskiego było Białe małżeństwo Różewicza w reżyserii Weroniki Szczawińskiej.
Dramat wywołał skandal, kiedy pokazano go po raz pierwszy w 1975 roku. Także młoda pani reżyser zapowiedziana została jako twórca prowokujący i skandalizujący. Jeśli jednak ktoś liczył, że spektakl na kieleckiej scenie przejdzie do historii jako skandal – zawiódł się. Po 35 latach tekst Różewicza nie wstrząsa, na tle historii jakimi raczą nas telewizja, gazety, kino jest ramotą. Kogóż dzisiaj poruszą dyskusje nastolatek o utracie dziewictwa, o przymuszaniu do małżeństwa przez rodzinę? A monologi dziadka bolejącego nad sobą, bo zamiast oddawać się medytacjom ciągle marzy o cycuszkach i dupciach? Kto jeszcze nie słyszał o dramatach kobiet zmuszanych do współżycia przez niekochanych mężów? Pytanie jednak co z owej ramotki wydobyła reżyser i czy udało jej się ów tekst uczynić atrakcyjnym, dla współczesnego widza.
Z pewnością ktoś, kto nie znał tekstu sztuki nie pozna go po wizycie w teatrze. Szczawińska wycięła z Białego małżeństwa interesujące ją fragmenty. Nie dba o psychologiczne prawdopodobieństwo bohaterów, czy o narrację. Zamiast tego zasypuje widza scenami jak z wideoklipów. Postacie wygłaszają swoje kwestie, często  automatycznie, jak maszyny lub raperzy powtarzają sylaby, słowa, zdania. Do tego cmokają, ciumkają, jęczą tworząc coś na kształt muzyki. Wyginają się, robią miny, zastygają w dziwnych pozach, wykonują mnóstwo ruchów. Kiedyś można by je nazwać  obscenicznymi, ale już lata temu Michael Jackson nauczył nas, że chwytanie za genitalia to element tańca. Jeśli kogoś obrusza pocieranie podbrzusza i wąchanie palców przez aktorkę, to rzeczywiście na Białe małżeństwo nie powinien iść, bo taką scenę zobaczy.
Aktorzy sprawiali wrażenie jakby świetnie się bawili na scenie. Swoje lekcje odrobili bardzo starannie i w szkole teatralnej na pewno dostaliby za etiudy piątki. Nie powstał jednak z nich spójny spektakl. Pani reżyser trzeba jednak oddać, że bardzo i to dosłownie, rozruszała kielecki zespół. Być może był w tym głębszy sens i być może ktoś potrafi się go doszukać. Ja go nie znalazłam. Mogę jednak polecić kilka scen, kilka gagów wywołujących  gromki śmiech.
I jeszcze jedno – nie siadajcie w pierwszych rzędach, bo możecie zarobić waginą, cyckiem, albo plemnikami. Pluszowymi co prawda, ale taki jest posag Bianki.

Lidia Cichocka : ECHO DNIA

Logo Biuletynu Informacji Publicznej