Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Słuszny śmiech na sali

27.08.2016

Teksty Wojciecha Młynarskiego i Mariana Załuckiego, na których oparty jest spektakl „Kpiny i kpinki”, są gwarantem dobrej zabawy. Aktorzy nie mieli zatem trudnego zadania. Wystarczyło pośpiewać, porecytować i już publiczność doskonale się bawiła.

A, że najczęściej pojawiającym się w scenach motywem był alkohol, to tym bardziej sukces murowany. Cała scena była zaaranżowana na klimatyczną knajpę, w której goście – popijając wódkę – opowiadali, śpiewali. Trudno mówić o jakiejkolwiek fabule. „Kpiny i kpinki” to po prostu seria poprawnie zagranych skeczy i piosenek. To bardziej kabaret niż teatr. Z aktorów najlepiej wypadł Łukasz Pruchniewicz. Jego twarz świetnie pasowała do życiowego nieudacznika, którego grał w większości swoich wejść.

Chwilę uwagi należy jeszcze poświęcić dyrektorowi Piotrowi Szczerskiemu. W tym sezonie postawił on na „teatr ekstremów”, czyli prezentowanie zupełnie odmiennych od siebie sztuk. Raz komedia, raz tragedia. Raz klasyka, raz eksperymenty. To daje teatrowi świeżości, a widzom apetytu na więcej. Spektakl „Kpiny i kpinki” to udowodnił.

Jakub Wątor : GAZETA WYBORCZA Kielce

Logo Biuletynu Informacji Publicznej