Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Trzy spektakle o ojczyźnie i kobietach

27.08.2016

„Mickiewicz. Dziady. Performance” w reż. Pawła Wodzińskiego z Teatru Polskiego w Bydgoszczy, „Utwór o matce i ojczyźnie” w reż. Jana Klaty z Teatru Polskiego we Wrocławiu i „Joanna Szalona; Królowa” w reż. Wiktora Rubina z Teatr im. Żeromskiego w Kielcach na Festiwalu Boska Komedia w Krakowie. Pisze Joanna Targoń w Gazecie Wyborczej – Kraków.

«Boska Komedia powoli zbliża się do finału. Trudno przewidzieć werdykt (poznamy go w czwartek w nocy); dla mnie w każdym razie nie pojawił się do tej pory zdecydowany faworyt.

Nie znaczy to, że nie było ciekawych przedstawień. „Mickiewicz. Dziady. Performance” [na zdjęciu] Pawła Wodzińskiego (Teatr Polski im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy) to spektakl, który mógłby być świetny, gdyby reżyserowi udało się w pełni przeprowadzić zamysł dobrania się do „Dziadów” od strony – by tak rzec – niskiej. Od obecnej w nich nienawiści, resentymentów, złości. Przeprowadzić, a nie tylko pokazać zamiar. Wodziński umieścił „Dziady” w jak najbardziej współczesnej scenerii – prowizorycznym obozowisku; Krakowskie Przedmieście i obrońcy krzyża to skojarzenie jak najbardziej uprawnione. Obrzęd dziadów odprawiają więc wykluczeni i skołowani pod przewodnictwem Guślarza, którego podejrzewamy o manipulowanie gromadą. Reżyserowi nie udało się jednak połączyć słów i emocji z obrazem – choć aktorzy starają się mówić Mickiewicza bardziej potocznie, łamać frazę, spłaszczać intonację, niewiele to pomaga. Obrzęd wygląda jak dziwna zabawa w dziady, której z nieznanych powodów oddają się obrońcy krzyża. I nie jest to performance, a dość tradycyjny teatr, może bardziej agresywny w emocjach, niż przywykliśmy w wypadku „Dziadów”.

Konrad (Michał Czachor) jest na początku obserwatorem obrzędu. Potem widzimy go w więzieniu, które wygląda jak noclegownia. I znów słowa nie pasują do obrazu – co to za Moskale, Sybir, Litwa, o których się mówi? Co to za ludzie i skąd się tam wzięli? Najmocniejszym momentem jest Wielka Improwizacja, którą Michał Czachor mówi, wykrzykuje, wypluwa, przeciskając się między rzędami widowni, spocony, półnagi. To niewątpliwy aktorski wyczyn, pełen agresji, bólu i pychy. Ale czy otwierający nowe, nieoczekiwane interpretacje? I co z tytułową zapowiedzią, czy performance? Jedynie Beata Bandurska (pani Rollison), która jednocześnie gra rozpacz i ją pokazuje, zakłóca ową teatralność, raz po staroświecku się wczuwając, to znów będąc satyrycznie podkręconą, jak w scenach z Nowosilcowem grającym w golfa mandarynkami czy wśród wykonującej marionetkowy taniec stołecznej socjety, oddzielonej od ludu metalowymi barierkami.

Pokonanie „Dziadów” tak, by mówiły o współczesności, wymaga silnej ręki. Środki, którymi posłużył się Wodziński, są zbyt nieśmiałe – spektakl chybocze się pomiędzy zamiarem postawienia ostrej diagnozy na temat społeczeństwa, naszych ambicji i niedorastania do nich a próbami zainscenizowania „Dziadów” inaczej niż dotychczas, z tym że to „dotychczas” oznacza stereotyp.

W „Utworze o matce i ojczyźnie” Jana Klaty (Teatr Polski we Wrocławiu) wszystko gra jak w zegarku. Wielkie metalowe szafy pokryte afrykańskimi inskrypcjami przesuwają się, otwierają i zamykają, pięć aktorek i jeden aktor w czarnych sukniach, czerwonych szpilkach i skołtunionych perukach mówią, recytują, skandują. Z poematu Bożeny Keff Klata wydobył wątek wzajemnych toksycznych stosunków matki i córki – mniej jest tu o ojczyźnie, mniej też (niż w oryginale) o żydowskim losie. Ale ten perfekcyjnie zrobiony i zagrany spektakl, w którym współistnieją różne tonacje – od powagi po groteskę – wydał mi się przesadnie atrakcyjny, niedający chwili wytchnienia, niepozwalający na zastanowienie się, na własną refleksję.

„Joanna Szalona; Królowa” Wiktora Rubina (Teatr im. Żeromskiego w Kielcach) to udany eksperyment sceniczny. Historię córki Izabeli i Ferdynanda, wsławionej szaloną miłością do męża, którego zwłok nie pozwoliła pochować, Rubin i Jolanta Janiczak (autorka tekstu) pokazują nie jako linearną historię, ale jako szereg prób, przymiarek do tej historii. W złotym pudełku sceny (świetna scenografia Mirka Kaczmarka) współistnieją bohaterowie oraz ci, którzy ich historię opowiadają i komentują. Bohaterowie – Joanna, jej mąż, jej rodzice i syn – również opowiadają i komentują swoją historię. Joanna (Agnieszka Kwietniewska) w sukience z żółtych pasków z napisem „caution” jest jak bomba, której sama obecność zagraża porządkowi i bezpieczeństwu państwa i rodziny. Rodziny królewskiej, toksycznej i pełnej przemocy. Joanna jest molestowana przez ojca, napominana przez matkę, zdradzana przez męża, wzgardzona przez syna. Sposób opowiadania, daleki od scenicznego realizmu, precyzyjnie i nie bez ironicznego poczucia humoru pokazuje kolejne warstwy relacji rodzinnych. Szaleństwo Joanny rozsadza nie tylko porządek społeczny, ale i narrację – im bliżej końca przedstawienia, tym bliżej melodramatu. Ale czy trzeba się tego bać albo wstydzić?»

Joanna Targoń : Gazeta Wyborcza – Kraków : 2011-12-15

Logo Biuletynu Informacji Publicznej