Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Sukces kieleckich aktorów za wielką wodą

27.08.2016

Kieleccy aktorzy wrócili z zagranicznego tournee. Pierwszego tak długiego i tak udanego w całej historii teatru.

Co to za festiwale

Trzy liczące się festiwale teatralne: w Stanach, Kanadzie i Chile odwiedził ze spektaklem „Samotność pól bawełnianych” kielecki teatr dramatyczny. Spektakl zrobił furorę, co nie powinno dziwić, bo od premiery cieszył się ogromnym zainteresowaniem, a z krajowych przeglądów i festiwali przywoził kolejne nagrody.

– Fakt zaproszenia nas za granicę to efekt tych właśnie międzynarodowych, ale organizowanych w Polsce festiwali – wyjaśnia Piotr Szczerski, dyrektor Teatru im. S. Żeromskiego. – Świetne recenzje po nich, podkreślające uniwersalną treść spektaklu i nowoczesną formę, doskonałą grę aktorów zrobiły swoje.

„Samotność…” – napisana przez francuskiego dramaturga Bernarda-Marie Koltesa – mówi o ludzkiej samotności, niemożności nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem. Reżyser interpretuje opowieść o spotkaniu dilera z klientem w odosobnionym zaułku na obrzeżach miasta – jako opowieść miłosną. Ich spotkanie służy transakcji – choć do końca nie wiemy, co będzie jej przedmiotem. Obaj pełni zahamowań, skrywanych kompleksów, próbują zbliżyć się do siebie, bo jeśli czegoś im brakuje to właśnie drugiego człowieka, ale bliskość jest przerażająca. W wizji młodego reżysera Radosława Rychcika aktorom: Tomaszowi Nosinskiemu i Wojciechowi Niemczykowi towarzyszy zespół Natural Born Chillers, a transowe dźwięki rozbijają świat na atomy, nie pozwalając odetchnąć.

PIERWSZY SKOK

Pierwszy raz „Samotność pól bawełnianych” została pokazana w Stanach Zjednoczonych jesienią ubiegłego roku. Na międzynarodowym festiwalu w Portland, w czasie występów w Los Angeles, twórcy otrzymali owacje na stojąco. W styczniu ruszyli za wielką wodę kolejny raz. Tournee było imponujące: w ciągu trzech tygodni mieli wystąpić na festiwalu „On the boards” w Seattle (USA), Push Festival w Vancouver (Kanada) oraz na International Theater Festival w Santiago de Chile. Wrócili oczarowani, chociaż bardzo zmęczeni.

– Podobaliśmy się, wiemy o tym nie tylko dlatego, że otrzymaliśmy świetne recenzje – mówią Nosinski i Niemczyk. – To było czuć po reakcji sali. Ale mieli także bardziej namacalne dowody popularności. Do Seattle przyjechało kilka osób, które widziały ich kilka miesięcy wcześniej w Portland czy Los Angles, kilkanaście wyruszyło za nimi do Vancouver. Sztuka zrobiła na nich takie wrażenie, że chcieli zobaczyć ją jeszcze raz. Zresztą i w trakcie festiwali wracano na spektakle, by ponownie wejść w tę samą atmosferę.

„Samotność…” była grana po polsku, nad sceną wyświetlano napisy po angielsku (tłumaczyła je towarzysząca zespołowi w tournee Dorota Sobstel), a w Chile po hiszpańsku. – Wydawałoby się, że to utrudnienie dla widzów, a okazało się, że nie – mówi Sobstel. – Ładunek uczuć w tej sztuce jest tak duży, że słowa mogą jedynie naprowadzać, ale to, co się dzieje między aktorami a publicznością, co widzowie odbierają jest tak naprawdę nie do wypowiedzenia.

– Nie zmienia to jednak faktu, że język polski zachwycał – dodaje Wojciech Niemczyk. Z przyjemnością słuchała go Polonia, ale nie tylko. Bywało, że na spotkaniach, przyjęciach przechodziliśmy na polski, przepraszając potem za to osoby siedzące obok, ale zawsze słyszeliśmy: – Nic nie szkodzi, mówcie po polsku, to tak pięknie brzmi.

KOGO INSPIROWAŁ WAŁĘSA

Spektakl „Samotność pól bawełnianych” jest niezwykle wyczerpujący. Zagranie go dwanaście razy niemal pod rząd wymagało niezwykłej kondycji i odporności psychicznej. – Czasami stojąc za kotarą mieliśmy dosyć, wydawało się, że nic nowego nie wniesiemy, że nie wykrzeszemy żadnej iskry – mówi Tomek Nosinski. – Ale wychodziliśmy na scenę i zaczynała się jakaś magia. Odkrywaliśmy całkiem nowe sensy i energie, spektakl się zmieniał, a kilka przedstawień było tak niezwykłych, że nigdy ich nie zapomnę.

Obaj aktorzy podkreślają, że „Samotność…” była świetnie rozumiana. – To w Polsce padały komentarze, że to historia dwóch pedałów z czasów PRL, tam nikt nie miał skojarzeń homoseksualnych, chociaż po spektaklach pytano nas o bardzo różne rzeczy, o sens niemal każdego gestu. Jedna z konferencji, w której brakli udział krytycy, reżyserzy, a także publiczność trwała ponad dwie godziny.

– Najbardziej zaskakującym pytaniem było to zadane w Chile – o co my walczymy i jakie polityczne przesłanie ma ten utwór – mówi Tomek Nosinski. – Nie bardzo chciano wierzyć w zapewnienia, że my o nic nie walczymy, nie mamy nic wspólnego z polityką. Nie zainspirował nas ani Wałęsa, ani Jan Paweł II – bo i o to pytano. Sztukę równie dobrze przyjmowali ludzie młodzi i wiekowi, bo i tacy byli na widowni. – Zdarzyło się, że po spektaklu w Santiago spacerowaliśmy w odległej od teatru części miasta i nagle przechodnie zaczęli nam bić brawo – opowiada Nosinski. – Nie wiedzieliśmy czy to za europejski wygląd, bo przecież nic takiego nie robiliśmy, a okazało się, że oni nas poznali – nas aktorów i dziękowali nam w taki sposób.

WARTO ZOBACZYĆ TAKIE KIELCE

Jedną z największych wartości zagranicznego tournee było poznanie wielu niezwykłych ludzi. – Nie mogliśmy zobaczyć innych spektakli, tak samo jest na festiwalach w Polsce, albo spektakle odbywają się w tym samym czasie, albo tylko my byliśmy w danym tygodniu – mówi Nosinski. – Udało nam się jednak poznać wspaniałych ludzi. Po spektaklu w Seattle, na którym był nasz konsul, zaproszono nas na bankiet. Mieliśmy zaproszenie do ambasady na ranną audiencję, ale pora po nocnych występach była nie do przyjęcia.

W Santiago aktorzy poznali Raula Nałęcza-Małachowskiego, polskiego arystokratę, który od prawie 50 lat mieszka w Chile. Jest znanym i cenionym artystą. Maluje, pisze książki, udziela wywiadów, podróżuje po świecie, interesuje się teatrem. – Ten starszy poruszający się o kulach pan mimo trudności zszedł do garderoby, by podziękować nam za spektakl – tak zaczęła się nasza znajomość – opowiada Nosinski. – Zaprosił nas do domu. Dowiedzieliśmy się, że do Chile trafił tak jak my z tournee, tu został, stworzył teatr. Niegdyś prowadził własną szkołę malarstwa, opracowywał scenografie teatralne i kostiumy, był reżyserem i aktorem. A ponieważ jest zakochany w Polsce i tęskni za nią zapowiedział, że przyleci w maju. I nie będzie jedynym mieszkańcem Santiago, który odwiedzi nasz kraj. – Chęć przyjechania do Kielc wyraziło wielu naszych nowych znajomych – dodaje Dorota Sobstel. – Staraliśmy się opisać jak jest w Polsce, jak wyglądają Kielce. – Nasz teatr zrobił wrażenie – to oczywiste, pytano nas czy mamy własną szkołę choreografii – to w związku z tańcem, który wykonujemy w „Samotności…”. Odpowiedziałem oczywiście, że tak, a to wzbudziło jeszcze większe zainteresowanie – mówi Nosinski. Nawet opowieści o lasach porastających okoliczne wzgórza robiły na mieszkańcach Santiago wrażenie. – Przy ich rachitycznej roślinności nasz las to coś magicznego – dodaje Niemczyk. – Tylko zima nie wzbudziła zachwytu.

KOLEJNE ZAPROSZENIA

Aktorzy dostali zaproszenie do kolejnych odwiedzin, a także do poprowadzenia warsztatów (pytań o aktorską kuchnię było mnóstwo). Zauważeni zostali także muzycy z Natural Born Chillers, zainteresowała się nimi ta sam wytwórnia z Seattle, która promowała Nirvanę. – Mają przysłać swoje demo i kto wie, może zaczną karierę od Stanów – mówi o kolegach Niemczyk.

O tym na ile zmienił się spektakl po doświadczeniach z zagranicznego tournee kieleccy widzowie będą mogli przekonać się w marcu, bo wtedy „Samotność…” wróci na afisz. Spektakl został bardzo dobrze oceniony także przez Ministerstwo Kultury, które przyznało 70 tys. zł na jego udział w festiwalu teatralnym w Kijowie. „Samotność…” zostanie pokazana w stolicy Ukrainy jesienią.

Lidia Cichocka : echodnia.eu : 2011-02-10

Link do źródła: http://www.echodnia.eu/swietokrzyskie/na-jezykach/kielce/art/8789945,sukces-kieleckich-aktorow-za-wielka-woda,id,t.html

Logo Biuletynu Informacji Publicznej