Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Sztuka to czy tylko prowokacja?

26.08.2016

Mocny anarchistyczny spektakl. Poszliście na całość, wykazaliście się odwagą – mówił dyrektor teatru Piotr Szczerski do aktorów i twórców na spotkaniu po premierze „Carycy Katarzyny” w kieleckim Teatrze im. Żeromskiego.

Przedstawienie szokuje i prowokuje, nie tylko intelektualnie. Katarzyna, którą gra występująca gościnnie w Kielcach Marta Ścisłowicz, na samym początku wiesza na kurtynie napis „Fuck me”. Przez pół spektaklu paraduje nago po scenie „zaprogramowana do każdej miłości”. – Jestem publiczna, toaleta publiczna. Gdyby nie było takich toalet, cały świat byłby ojszczany – mówi. I podstawia widzom do dotykania nagie piersi.

Stanisław August Poniatowski (Tomasz Nosinski) bielizny wprawdzie nie zdejmuje, ale za to szarga praktycznie wszystkie polskie świętości i gdyby na widowni znaleźli się przewrażliwieni na tym punkcie, mogłoby się skończyć doniesieniem do prokuratury. Słyszymy bowiem, że Polska jest brudem pod paznokciem, a Polacy powinni mieć w godle sępa, bo nikt inny nie potrafi się tak padliną żywić. Stwierdzenia, że naród to fikcja, a patriotyzm to miłość impotentów, należą do łagodniejszych. Ma też pretensje król Staś (najbardziej wyrazista postać na scenie), że święta narodowe obchodzimy 11 listopada czy 15 sierpnia, a nie w dniu jego urodzin. Bo przecież gdyby nie on, nie byłoby „Dziadów”, „Kordianów” ani Legionów. Często lecą przy tym „sk…” i inne wulgaryzmy.

Owacji na stojąco po zakończeniu przedstawienia nie było, część widzów opuściła salę bez jednego nawet brawa dla tego, co obejrzeli. Można bowiem mieć wątpliwości, czy przedstawienie autorstwa Jolanty Janiczak, w reżyserii Wiktora Rubina, to jeszcze sztuka teatralna czy już tylko prowokacja.

Janusz Kędracki : Wyborcza Kielce : 2013-04-14

Logo Biuletynu Informacji Publicznej