Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Wielkie wołanie o pokój

27.08.2016

Jak trafną decyzją dyrektora kieleckiego teatru było nawiązanie współpracy w krakowską szkoła teatralną pokazuje premiera spektaklu „Wojna nie ma nic z kobiety”, którą wyreżyserowała studentka 4 roku Elżbieta Depta.

Na warsztat wzięła nagrodzoną Noblem książkę Swietłany Aleksijewicz pod tym samym tytułem podejmując się przeniesienia na scenę zbieranych latami wspomnień kobiet – żołnierek walczących w czasie II wojny światowej we wszystkich możliwych formacjach wojskowych. Wojna widziana ich oczami jest inna od tej, którą znamy z męskich opowieści, inna ale jeszcze bardziej przerażająca.

Depta warz z Justyną Pobiedzińską ze spisanych na 300 stronach wspomnień wybrały niewielką część tworząc trzy postaci: sanitariuszkę, strzelca wyborowego i saperkę grane przez Annę Antoniewicz, Dagnę Dywicką i Magdę Grąziowską.

To one w tempie karabinu maszynowego wyrzucają z siebie słowa: najpierw w melorecytacji – modlitwie tłumaczą dlaczego poszły na wojnę a potem opisują swoje życie: pierwszy raz kiedy zabiły człowieka, wyciągnęły rannego spod ostrzału. Mówią, krzyczą o strachu i budzącej się nienawiści a także bardzo kobiecych sprawach: irracjonalnym lęku przed okaleczeniem co w sytuacji stałego zagrożenia życia wydaje się mało sensowne, martwieniem się o fryzury czy wstrętem do noszonych męskich gaci. Trzy, piękne, młode dziewczyny śpiewają współczesne piosenki o uczuciach rozładowując napięcie rozsadzające scenę.

Mężczyźni, zazwyczaj główni bohaterowie wojen tym razem są tłem dla kobiecych zwierzeń. Dowódca grany przez Edwarda Janaszka łączy w sobie wszystkie możliwe cechy: od troskliwego ojca, surowego, ale dobrego szefa, po samca bez skrępowania wykorzystującego kobiety. Jest też żołnierz (Krzysztof Grabowski): chłopak z dobrej rodziny, który gwałcił i zabijał i dopiero po latach, dopytywany przez dziennikarkę, dziwi się, że tak mógł.

W sztuce Elżbiety Depty nie ma Niemców, nazistów z którymi walczyły kobiety Aleksijewicz. Jest wróg. Schron i okopy stworzone przez Agatę Andrusyszyn mogą znajdować się w dowolnym punkcie świata. Widzów chodzących do teatru witają wyświetlane na monitorach wywiady z dziewczynami – żołnierkami walczącymi dzisiaj na Ukrainie, w Izraelu, Syrii. Pojawia się też ucieleśnienie śmierci – zjawiskowa kobieta w czerwieni (Joanna Kasperek), która nie śpiewa o miłości, ale pyta – jak my jesteśmy przygotowani na wojnę i śmierć. Bo ta przychodzi bez zaproszenia. Jej suknia jest w kolorze znienawidzonym przez żołnierki – to kolor krwi.

Kielecki spektakl jest wielkim, pełnym emocji wołaniem o pokój. Pokazuje, że wojna nie jest dla kobiet, nie jest dla mężczyzn, nie jest dla nikogo, bo niszczy wszystko i wszystkich.

Elżbieta Depta proponuje widzom wizytę w piekle. Warto tam wejść na chwilę, by nie musieć spędzić tam reszty życia.

Lidia Cichocka : echodnia.eu : 2016-05-15

Link do źródła: http://www.echodnia.eu/swietokrzyskie/kultura/teatr/a/wielkie-wolanie-o-pokoj-recenzja-spektaklu-wojna-nie-ma-nic-z-kobiety,9994768/

Logo Biuletynu Informacji Publicznej