Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Wirtualny Hiob

27.08.2016

W Pokoju Becketta czyli na małej scenie Teatru imienia Stefana Żeromskiego w Kielcach wczoraj miała miejsce prapremiera sztuki „Twardy gnat, martwy świat” Mateusza Pakuły w reżyserii Evy Rysovej. Dramat jest drugą częścią dyptyku „Na końcu łańcucha”, który autor opublikował w 2011 roku. Pierwszą część, dwa lata temu ten sam zespół, czyli czeska reżyserka, polski autor, scenografka Justyna Elminowska oraz Zuzanna Skolias i jej brat Antonis jako twórcy muzyki wystawili w lubelskim Teatrze imienia Juliusza Osterwy.

Kielczanie mogli poznać teatralną wyobraźnię Mateusza Pakuły w poprzednim sezonie, sztuka „Mój niepokój ma przy sobie broń” została bardzo dobrze przyjęta przez widzów i recenzentów i pewno tak samo będzie po wczorajszej prapremierze, bo znów dostaliśmy solidną porcję swoistej zabawy polegającej na zderzaniu ze sobą kulturowych archetypów z konwencjami dzisiejszej popkultury i mediów. Tym razem archetypem jest Biblia a konkretnie Księga Hioba ale też Apokalipsa, zaś konwencją jej ewentualny medialny przekaz. Do tego doszło jeszcze pytanie o samo tworzywo sztuki, no bo jeżeli wszystko zostało już powiedziane, a etyczne prawdy w jakie wierzymy, w sztuce powiedziane bezpośrednio brzmią jak kicz, jak grafomaństwo, to każda próba ich artystycznego przetworzenia według dzisiejszych standardów może być przecież zakwalifikowana jako kradzież wartości intelektualnej, choć z intelektem niewiele to ma wspólnego.

Bohater sztuki Człowień to równie dobrze moralitetowy Everyman, jak i współczesny Hiob wystawiony przez Boga na próbę, przesiąknięty popkulturą czyli konfrontujący, a bardziej utożsamiający siebie z jej bohaterami począwszy od imienia i nazwiska (Hans Klops) a skończywszy na tytule dramatu, który jest cytatem ze „złotej myśli” jednej z postaci wspomnień z młodości, wspomnień ubranych w kostium kiczowatego filmu sensacyjnego.

Monolog bohatera niemal w całości budujący dramat jest popisową kreacją Andrzeja Platy, dodajmy monolog napisany w kolejnej współczesnej modnej i medialnej konwencji, czyli stand up comedy albo one man show. Trzeba być Mateuszem Pakułą, żeby monolog Hioba zestawić z taką konwencją, ale wierzcie mi Państwo, to się sprawdza. Andrzej Plata jest na scenie rewelacyjny, i jak kabaretowy komik miejscami wyraźnie improwizuje w sytuacjach rzeczywiście nieprzewidzianych. Podczas premiery tak się złożyło, że ulicą Sienkiewicza przetaczali się jacyś narodowcy czy inni prawdziwi Polacy wyjąc swoje hasła i aktor na ten ryk przenikający przez grube mury kamienicy Ludwika Stumpfa od razu zareagował, albo gdy najzwyczajniej w świecie, w sposób dość kłopotliwy, destrukcji uległ był fragment jego scenicznego kostiumu. Tak zwane „gotowanie się” aktorów i rozpaczliwe wołania do suflera o przypomnienie zgubionego tekstu widzowie mogli odczytać jako integralną część dramatu, no bo wszystko to przecież mieściło się w konwencji. Nie wiem czy improwizowany, czy dodany w trakcie prób był bunt młodego aktora mającego zagrać atak padaczki, ale to zupełnie nieistotne, w tekście dramatu w każdym razie tego nie ma, na scenie zabrzmiało doskonale.

Aktorski popis Andrzeja Platy, ale to nie wszystko, jeszcze muzyka i scenografia. Muzyka rodzeństwa Zuzanny i Antonisa Skoliasów, wykonywana na żywo, Zuzanna na dodatek w roli Dzikiej Śpiewaczki przebrana za marchewkę zamknięta w boksie, grająca na basowej gitarze, grająca też telewizyjną komentatorkę scen z Apokalipsy, Szatana, i prezenterkę potwornie kaleczącą język polski, zdrowy rozsądek i logiczne myślenie. W drugim boksie Antonis Skolias w kostiumie grzyba grający na perkusji, nadający rytm wypowiedziom bohatera. Dlaczego marchewka i grzyb? A dlaczego nie. Bez sensu? Oczywiście, że bez sensu, wystarczy włączyć telewizor. Kolejny raz Justyna Elminowska doskonale zaaranżowała sceniczną przestrzeń wypełniając niejako do bólu sensowny dramaturgiczny przekaz Mateusza Pakuły, a jest to o tyle ważne, że autor nie zamieścił w tekście dramatu żadnych didaskaliów.

Obok standupowego monologu bohatera Hansa Klopsa na sztukę składa się także dialog Autora czyli Mateusza Pakuły, którego udatnie gra Dawid Żłobiński z Drugim Autorem, tym niby okradzionym, w tej roli Wojciech Niemczyk. Wszystko w konwencji debilnego telewizyjnego talk show.

Tylko czy ten talk show dzieje się wyłącznie w telewizji? Czy ten zwariowany spektakl jest tylko spektaklem? Dobry, wierny Bogu współczesny Hiob modli się o to, by nie było wojen we wschodnich krajach. Dobry współczesny widz wyszedł wczoraj z premiery i w domu odpalił internet i przeczytał, że wojna wisi na włosku na wschodzie. Póki co, to wirtualna apokalipsa. Póki co taka jest sztuka Mateusza Pakuły. Oby została tylko sztuką.

Ryszard Koziej : Radio Kielce S.A. : 2014-03-02

Logo Biuletynu Informacji Publicznej