Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

Władza w buduarze

26.08.2016

„Caryca Katarzyna” Jolanty Janiczak, najnowsza premiera Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach, to tekst o Katarzynie II Wielkiej – monarchini osiemnastowiecznej Rosji, ale też o kobiecie, która musi sprostać swojej narzuconej przez los roli.

Autorka posługuje się nazwiskami znanymi z historii, przywołuje niektóre fakty, miesza jednak dawne ze współczesnym. Przede wszystkim interesuje ją kobieta, jej biologiczne i fizjologiczne ograniczenia, dążenie do władzy, niezależności, wolności wyborów, zaspokojenia swoich fizycznych i psychicznych potrzeb, oraz cena, jaką za to musi zapłacić. Pokazuje to nie tylko na przykładzie tytułowej bohaterki, ale również matki carycy – Joanny, teściowej Elżbiety, zaufanej Woroncowej.

Oficjalne życie dworskie, to film, który oglądamy na umieszczonym w głębi sceny ekranie. Ma kształty kostiumowego melodramat rozegranego w stylowych pałacowych, pełnych przepychu wnętrzach. Prywatne zaś, pełne upokorzeń, ciągłej walki, pozbawione miłości, rozgrywa się na scenie. Można podzielić je na trzy części. Wchodzenie w życie młodej kobiety i narzucenie jej przez otoczenie dość jednoznacznej roli rodzicielki następców tronu postrzeganej tylko przez ciało, dojrzewanie do władzy i przejęcie bezwzględnych politycznych reguł oraz trzecia część – tak zwana „sprawa polska”, czyli końcowy monolog ostatniego polskiego króla. Zdaje się on nie przystawać do całości, jakby był dopisany trochę obok wątku carycy – kobiety. Sprawia jednak, że tekst nabiera jeszcze innego znaczenia. To, co autorka wcześniej śmiało i odważnie powiedziała o roli kobiety w ogromnym stopniu określonej i postrzeganej przez seksualność i biologię, zostało zderzone z równie śmiałą polityczną oracją. Zabrzmiało niezwykle aktualnie, a przy tym prowokacyjnie.

Tekst bardzo dobrze zaistniał w swojej scenicznej wersji. Znakomicie zaaranżowany scenograficznie przez Mirka Kaczmarka. Scena przedstawia pokój, buduar-garderobę carycy. Wnętrze pozornie przestrzenne, a jednak przytłaczające i przesycone dość duszną atmosferę. Piękne, kolorowe i bogato strojone suknie powieszone wysoka tworzą sufit. Czekają na specjalne okazje, na pokazanie się w nich na zewnątrz, gdzie można błyszczeć i zwyciężać, prowadzić grę o wszystko. Jednocześnie sprawiają wrażenie ciężaru, który w każdej chwili może spaść na bohaterów. Ściany zbudowane z białej, lekko przeźroczystej folii, odgradzają dość szczelnie od świata zewnętrznego i mimo pozoru lekkości i nietrwałości uświadamiają, jak trudny jest tu dostęp świeżego powietrza i jak łatwo w tej bieli stracić oddech.

Bielizna lub nagość to strój aktorów. Podkreślają prywatność miejsca. Pasują do rozgrywanych tu wydarzeń – erotycznych zbliżeń graniczących z perwersją, fizjologicznych czynności – porodu, choroby, umierania. Wrażenie robi sposób pokazania śmierci kolejnych członków rodziny carskiej, a także przeciwników Katarzyny. Sami wchodzą do dużych zamykanych na błyskawiczny zamek toreb, podobnych do tych, w jakich przewozi się towary zza wschodniej granicy. W ten sposób znikają na zawsze. W końcowej części spektaklu tych toreb jest coraz więcej, z trzaskiem spadają z sufitu. To interesujące rozwiązanie plastycznego sposobu pokazania procesu umierania. Wrażenie potęguje scena końcowa, kiedy całą podłogę zasypują zeschnięte liście. Wedy Stanisław August wygłasza swój monolog o Polsce. Scena przypomina wizualnie finał z głośnego przedstawienia Andrzeja Wajdy „Noc listopadowa” – mamy podobne odwołanie się do ciągle skomplikowanych spraw polsko- rosyjskich i pojęcia patriotyzmu.

W roli Katarzyny występuje gościnnie Marta Ścisłowicz. Aktorka doskonale pokazuje przemianę ze zdziwionej i zaskoczonej okrutnym światem młodej dziewczyny, która chce być kochaną, w kobietę, która, żeby istnieć i znaczyć, musi się podporządkować twardym regułom gry obowiązującym na carskim dworze. Pozbawiona wszelkich złudzeń, nadziei na miłość, ze świadomością, że jest tylko elementem transakcji, a ciało jej towarem na sprzedaż, z determinacją wchodzi w ten układ. Jest naturalna i niewinna, bezwstydna, wyzywająca, a w konsekwencji groźna.

W roli Stanisława Augusta Poniatowskiego oglądamy dawno nie widzianego w Kielcach Tomasza Nosinskiego. Aktor w przeciwieństwie do Marty Ścisłowicz buduje postać inaczej. Gra konwencją paniczyka o wystudiowanych ruchach i gestach, trochę zniewieściałego, który próbuje swoimi manierami oczarować partnerkę. Robi to z dużym dystansem i doskonałym poczuciem humoru. Szczególnie atrakcyjna jest scena uwodzenia piosenką Ałły Pugaczowej. Widoczna w grze aktora ironia i kicz czynią postać króla bardziej wielowymiarową i są atrakcyjne teatralnie. Finałowy monolog powiedziany z sarkazmem, ale też dystansem potwierdza tylko, jak znakomitym aktorem jest Nosinski.

Wrażenie robi również gra Beaty Pszenicznej w roli Joanny, matki carycy. Mimo niewielkiej ilości tekstu aktorka tworzy bardzo wyrazistą postać kobiety-stręczycielki odtrąconej przez córkę i zawiedzioną w swoich nadziejach. Pozostali wykonawcy nie zapadają tak bardzo w pamięć. Tworzą postaci poprawnie, tylko poprawnie. W bieżącym sezonie jest to ważne przedstawienie.

Grzegorz Cuper : Świętokrzyski Miesięcznik Kulturalny „Teraz”

Logo Biuletynu Informacji Publicznej