Przejdź do treści Przejdź do nawigacji

RECENZJE

„Wszyscy chcą żyć”. Ja też. I to jak!

27.08.2016

W piątek, 4 marca 2016r. byłam na przedpremierowym spektaklu Teatru im. Stefana Żeromskiego pt. „Wszyscy chcą żyć”. I były to ponad dwie godziny zastanawiającej i ciekawie podanej rozrywki.

Fabuła jest prosta. Do hrabiego Pozny przychodzi nagle (jakoś tak myślimy, że śmierć przychodzi nagle – może przychodzi we właściwym dla każdego czasie?) Anioł Śmierci. Na szczęście dla Pozny, nastąpiła omyłka – literówka w jego nazwisku i hrabia ma na trzy dni darowane życie. No, chyba, że znajdzie kogoś na zastępstwo za siebie. Hrabia zaczyna więc szukać, ale okazuje się, że każdy jest do swojego życia bardzo przywiązany, nie przeszkadza w tym ani wiek, ani płeć, ani stan zdrowia – i nikt nie chce dobrowolnie umrzeć zamiast. Dziwnym zrządzeniem losu, trochę przez grę słów, trochę przez ambicję tą osobą okazuje się być żona Pozny, Poznabucha. Ale zanim dobrowolnie położy się w grobie, będzie się działo, bardzo dużo będzie się działo… Koniec końców, gdy przychodzi czas rozliczenia, zamiast żony, zostaje do świata umarłych wzięte niewinne dziecko, co to „chce być jak pan hrabia”…..

Ma ten spektakl wiele dobrych i mocnych stron. Zacznę od muzyki na żywo – zespół klezmerski Tempero, który zaczyna grać, gdy na widowni jeszcze gromadzą się widzowie. Ich muzyka czasem wesoła, czasem zawodząca, czasem gdzieś niepostrzeżenie w tle (muzycy grają rolę dzieci Poznasmarków), wciąga jak scenografia, która mnie osobiście urzekła. Bo na scenie jest karuzela! Taka, jaką ja pamiętam z dziecięcych lunaparków, które w Kielcach rozbijały się nad zalewem. Taka z konikami, na których siadało się z radosnym oczekiwaniem na wirowanie. Kto z nas nie pamięta takich wesołych miasteczek? Z kiczowatymi obrazami, ze zgrzytliwą muzyką, z watą na patyku? Karuzela jest poruszana mięśniami siłacza, a przewija się przez nią masa osób w różnym wieku i kondycji psycho-fizycznej. Są więc starzy i schorowani rodzice Pozny, jest Garbuska, jest Kaleka bez Nogi, Młody Wróżbita, Stary Wróżbita, Płacząca dziewczyna…. I oni wszyscy chcą żyć! Mimo miałkości tego życia, mimo jego ułomności – dla każdego jego osobiste życie jest bezcenne… Na scenie kieleckiego teatru pojawia się właściwie cały zespół, jest gęsto, gwarno, niespokojnie, hałaśliwie, ale jest to choreografia uporządkowana, każdy wie, gdzie jego miejsce. Dawno nie widziałam tak upiornie ucharakteryzowanych naszych aktorów, z trupio bladymi twarzami, mocno podkreślonymi czarną kreską oczyma, jak w dawnym teatrze, gdzie obowiązywała przesada i nadmiar środków artystycznych. Brakowało tylko charakterystycznego oświetlenia i budki suflera… Dlatego taniec w wykonaniu zespołu przypominał mi barokowy danse macabre, barokowy właśnie, a nie średniowieczny – przez ten nadmiar środków stylistycznych…

Świetną rolą popisała się Beata Wojciechowska, żona Poznabucha. Brawo, pani Beato! Wyrazista, soczysta kreacja, bardzo prawdziwa – żony niekochanej, która postanawia „odbić sobie” za czas spędzony przy boku niekochanego męża. Nawet jak to będą ostatnie trzy dni jej życia, chce wreszcie poczuć, że coś pięknego przeżyła. W rzeczywistości trochę mści się za swoje zmarnowane życie, każąc wybierać mężowi pomiędzy „jajami a życiem”. W efekcie różnych zbiegów okoliczności przeżywa swoją śmierć – ciekawe, jak teraz będzie jej się żyło z wykastrowanym mężem?….

Hrabia Pozna, Krzysztof Grabowski, jest świetny w swojej naiwności i niemożności znalezienia sensu w życiu. Jako argument podaje swój wiek, co Anioła Śmierci i jego pomocnika (Mirosław Bieliński i Edward Janaszek) w ogóle nie wzrusza, bo im mają się zgadzać statystyki. Jego miotanie się po scenie jest odzwierciedleniem nieciekawego dotychczasowego życia, które nagle okazuje się bardzo cenne. Ofiarę żony przyjmuje ze zdziwieniem początkowo, ale szybko godzi się na nią, nawet za cenę okaleczenia męskości… Bo przecież lepiej jest żyć bez jaj, niż nie żyć z jajami…

Widz śledzi akcję na scenie. Czasem wybucha śmiechem, czasem się zastanowi. Bo mimo oczywistej powagi tematu, spektakl jest w sumie dość lekko podany. Tak trochę od niechcenia. Nie wiem, czy reżyser, Dawid Żłobiński, chciał to osiągnąć, ale na pewno to właśnie tak wyszło. Wszak śmierć przecież to część życia… Jest to, moim zdaniem, jeszcze jeden atut tego spektaklu.

„Wszyscy chcą żyć”. Ja też. I to jak! Choćby po to, żeby oglądać takie przedstawienia, jak to, przeze mnie właśnie zrecenzowane. Bardzo polecam wszystkim 🙂

Grażyna Adydan : adydan-grazyna.pl : 2016-03-07

Link do źródła: http://adydan-grazyna.pl/2016/03/07/wszyscy-chca-zyc-ja-tez-i-to-jak/

Logo Biuletynu Informacji Publicznej